Zgadza się. W pozostałych regionach było tak samo albo jeszcze gorzej. Wołyń stał się symbolem tragedii.Zamieszczone przez chris;
a tu coś baaardzo smutnegohttp://www.gazetawyborcza.pl/1,76842,4581353.html
Szczątki Polaków zamordowanych przez radzieckie służby leżą w Bykowni w czarnych workach. Nie doczekały się pogrzebu z powodu urzędniczych sporów .
Za trzy tygodnie w Polsce mają się odbyć uroczystości katyńskie organizowane przez Kancelarię Prezydenta, MON i MSWiA. Wszyscy polscy wojskowi i policjanci zamordowani przez NKWD w 1940 r. będą awansowani o jeden stopień. I pewnie będzie skandal. Bo część tych awansowanych jest dziś w pewnym bardzo makabrycznym sensie jeńcami.
Na cmentarzysku ofiar radzieckich służb specjalnych w podkijowskiej Bykowni polscy archeolodzy tego lata wydobyli ze zbiorowych mogił szczątki ponad 2 tys. polskich oficerów, żołnierzy, policjantów i urzędników. Eksperci kierowani przez prof. Andrzeja Kolę odszukali dowody jednoznacznie potwierdzające, że to ofiary z tzw. ukraińskiej listy katyńskiej, czyli ludzie aresztowani na Ukrainie Zachodniej w latach 1939-40, a potem zamordowani przez NKWD w którymś z kijowskich więzień. To ogromny sukces naszych badaczy. Przecież radzieckie służby specjalne jeszcze w 1971 r. przeryły doły śmierci w Bykowni, żeby wydobyć i zniszczyć wszelkie znajdujące się tam dokumenty dowodzące, że leżą tam Polacy, ofiary NKWD, a nie - jak to próbowała wmawiać propaganda - obywatele ZSRR zamordowani przez hitlerowców.
Pogrzeb szczątków wydobytych z polskich mogił w Bykowni miał się odbyć 21 września. Miały być uroczystości religijne, miały przyjechać rodziny. Nic z tego nie wyszło, bo Polakom nie udało się ustalić z Ukraińcami, gdzie polegli mają być pochowani i jaki ma być program uroczystości.
Kilka ton ludzkich czaszek i piszczeli wciąż leży w czarnych workach w namiocie na cmentarzysku. Namiot jest zaplombowany. Dawni więźniowie NKWD w pewnym sensie pozostają więc jeńcami. Kiedy będą pochowani - nie wiadomo. W Kijowie trwa spór kompetencyjny między Komisją do spraw Upamiętnienia Ofiar Wojny i Represji Politycznych, która współpracowała z archeologami polskimi, a miejscowym IPN, który nie życzy sobie, by Polacy cokolwiek robili w Bykowni. Tak to wygląda oficjalnie. W Kijowie mówi się jednak, że za IPN stoją wysocy, nastawieni nacjonalistycznie funkcjonariusze kancelarii prezydenta Wiktora Juszczenki, dla których Bykownia jest ukraińską i tylko ukraińską świętością narodową.
Jakkolwiek by było, tę makabryczną grę w kości trzeba skończyć natychmiast, a zrobić to mogą tylko prezydenci obu krajów. Lech Kaczyński powinien porozmawiać z Juszczenką, wytłumaczyć mu, czym jest zbrodnia katyńska dla Polaków, przekonać, że nie chcemy odbierać Ukraińcom ich golgoty. I namówić go też do wspólnego udziału w pogrzebie Polaków.
Nasz prezydent miał o tym rozmawiać z przywódcą ukraińskim w ubiegłym tygodniu w Wilnie. Z tego, co udało się ustalić "Gazecie", do tej rozmowy jednak nie doszło. Termin pogrzebu wciąż nie jest ustalony.
Cóż, zbliżają się wybory, a one są najważniejsze i na inne sprawy nie ma teraz czasu. Rzeczywiście mamy wybór. Pogrzebać ofiary zbrodni i spełnić obowiązek wobec nich i ich bliskich - albo nie. Tylko jaki sens będą miały wtedy zapowiedziane na 9-11 listopada uroczystości katyńskie i pośmiertne awanse niepogrzebanych.


Odpowiedz z cytatem
