Pewna duża firma budowlana w wojewódzkim mieście kilkanaście lat temu musiała splajtować. Na gruzach tej firmy powstało kilkadziesiąt spółek a każda ma prezesa, biuro, sekretarkę, sprzęt komputerowy, samochody służbowe itp.. Te nowe firmy, które tną koszty także te administracyjne, nie robią nawet połowy co tamta jedna za PRL-u. Pewne zakłady mięsne w wojewódzkim mieście musiały splajtowac a na gruzach powstało kilkanascie spółek, każda ma prezesa, sekretarkę itd. i itp. Te nowe spółki nie płacąc rolnikom "skupiły" dużą ilość świń, które przerobiły na kiełbasy. Zarobionej kasy starczyło dla prezesów, sekretarek, na utrzymanie biura, samochodów itp, itd, zabrakło jedynie na oddanie długu rolnikom. Po jakimś czasie prezesi zwrócili się do rolników "sprzedajcie" nam nową partię świń to je przerobimy na kiełbasy i oddamy wam pieniądze. Sprawa wlecze się lata. Czy PKP przypadkiem nie prywatyzowała się podobnie ?