Podobno nie takie rzeczy się w Bieszczadach zdarzały. Jeśli wierzyć A. Potockiemu, to:

"W miejscu najmniej oczekiwanym, gdzieś miedzy Mucznem i Sokolikami Górskimi, pojawia się czasem pociąg widmo. Taki mały wąskotorowy parowozik z kilkoma wagonami. Mknie po nasypie, gdzie kiedyś były tory. Pogwizduje osztrzegawczo, płosząc motyle spijające nektar z kwiatów ostu i zalegającą w dolinach potoków ciszę."

Źródło: A. Potocki, "Księga legend i opowieści bieszczadzkich" ("Kolejka widmo").

To tak w ramach "żarciku" oczywiście...