Cóż - ja tam nie miałem jakiś przykrych doświadczeń z myśliwymi i generalnie mysliwstwo nie przeszkadza mi, jesli oczywiście prowadzone jest z głową i nie grzeje się z ambony z broni jakiej nie powstydziłby się snajper.
Miałem sporo do czynienia z myśliwymi w wojsku, oraz raz czy dwa w Bieszczadach. W wojsku obcowalem dzień w dzień z jednym majorem, dla którego mysliwstwo było całym zyciem, i zapewniam że nie był on krwiożercza bestią,która strzelała do wszystkiego co się w lesie poruszy. Dla niego największa satesfakcję sprawiała cała ta otoczka w trakcie polowania, spotkanie się ze znajomymi. Wielu ludziom cięzko bedzie to zrozumieć, bo zatracili taki instynkt. W Bieszczadach będąc raz w Dydiówce odwiedził nas leśniczy z myśliwym, który zapłacił za odstrzał jelenia. łazili 2 dni za tym jeleniem i w końcu go nie ustrzelili i gość wrócił do domu. jak więc widać nie każdy wykupiony odstrzał kończy się ustrzeleniem zwierzecia.
Podsumowując - nie demonizowałbym myśliwstwa jako "sportu" (choć określenie sport nie bardzo mi tu pasuje) jeśli jest prowadzone z głową.
O wiele większe szkody czyniono w pogłowiu w PRL gdy to dygnitarze partyjni urzadzali sobie rzezie zwierzyny.
Kończąc mój wywód - nie jestem przeciw, ale i nie jestem za. Traktuję to jak gospodarkę leśną.



Odpowiedz z cytatem