Problem regulacji populacji gatunków nadmiernie rozmnożonych istnieje. Ale: lisa myśliwi nie strzelają, bo mięso niejadalne a skóra mniej warta od naboju.
Myśliwy nie odróżnia jastrzębia od rybołowa. Prawo odstrzału jastrzębia skutkuje odstrzałem najrzadszych ptaków drapieżnych. Precedens był. Zastrzelono kilka bielików i orła przedniego, kanię rudą i rybołowa. To udokumentowane. Strach szacować szarą strefę.
Ornitolodzy notują okresowe wzrosty i zmiany areałów poszczególnych gatunków. Liczba bielików wzrasta, kormoranów też, a był czas, że oba te gatunki były rzadkie. Wyginął wróbel, pojawił się mazurek. Jest liczniejszy gołąb grzywacz, ginie puchacz. Przyczyny są różne, nie zawsze jasne. Był okres dużej liczebności łyski. Potem drastycznie jej liczebność spadła. Teraz zdaje się wzrastać.
Ale do rzeczy: myśliwi to wg mojej opinii ostatni ludzie do ochrony przyrody. Liczy się trofeum i mięsko. A ingerencja w liczebność populacji zwierząt? Może jest konieczna, ale nie myśliwi powinni o tym decydować i pełnić rolę selekcjonera. Znasz myśliwego, który rozpozna odróżni lecącego krogulca od jastrzębia lub pustułki? O myszołowach nie wspomnę. Dla nich to wszystko jastrząb.
Długi


Odpowiedz z cytatem