Ach, Agajotko, czułem się jakbym wędrował w Twoim towarzystwie po tych szlakach znajomych, w okolicy Tarnicy dumnie rozciągnionych! No cóż, wybrałaś akurat najbardziej chyba ludne miejsca w Bieszczadach naszych drogich, w jeden z najbardziej obsypanych ludzką stonką weekendów! Polecam goąco wypady wrześniowo - październikowe lub nawet kiwertniowe! Gdy z druhem mym drogim (też na tym forum głos często zabierającym, choć bardziej w pierogach niż plackach gustującym) byłem w Bieszczadach ok 15 kweitnia, przez dwa dni ducha żywego nie spotkaliśmy! Słońca było wprawdzie mniej, ale i atmosfera bardziej swojska w schroniskach, gdzie święty Piotr z herbatą czeka i z zaserwowaniem placków nie zwleka! Sam takowe w bacówce pod Hionem ludzikom przygotowywać pomagałem i zerkałem, jak czyni to Łukasz pod Jaworcem! Dobre miejsce, gorszy czas, ale... uszy go rócy (nawet to lewe, bieszczadzkim Słońcem spalone!) Następonym razem będzie jeszcze lepiej! Zawsze jest....
Barszczyk pozdrawia!