Jasne-boisko!Ale gdzie ten sklep "GSu"dawnego,Browar?Babka jest nam niezbędnie potrzebna!
Pozdrawiam!
Ja pamiętam czasy,gdy PGRy zatrudniały sezonowych kosiarzy(a było co kosić).Oj,działo się,działo!
-> Wuka
W Wiśniowej koło Dobczyc.Zresztą widziałem niedawno babkę w jakimś markecie,chyba w Castoramie.
Pozdrav
WUKA, Ty lepiej nie wspominaj PGR, bo chyba niemile widziane na tym forummm) . Browar - można zatem rzec, że Francuzi szanują nasze obyczaje rolnicze, kośbę z oprzyrządowaniem stosownym etc :):):)
Gierwant - uslyszalem w kontekście : "Ach R.... tak tak znam , kiedyś to byl gierwant" . Wspominala Go tak osoba 70-cio paro letnia . Zrozumialem to określenie jako :chwacko- , junacko- szarmanckie (tak mi się wydaje) .
Ciekaw jestem czy ktoś też zna to określenie (jeśli tak to w jakim znaczeniu). Osobiście niektóre przeczytane tutaj "gwarowe"..... znam od ..... zawsze (jak choćby wspomniane wcześniej "nasermater") poslugiwalem się nimi niemal na codzień . Dlatego myślę , że nie wszystkie są (czysto)"bieszczadzkie" .
Jeszcze dodam do...."wychodzę na dwór" , "wychodzę na pole " ....znam "ide do miasta" w rozumieniu do centrum ,do rynku .
Pozdrawiam PF
ps mialem dwie lub trzy babki (musialbym sprawdzic czy jeszcze sa) jak i blaszany "kubek" na oselke
WUKA - babkę można bez problemu kupić w nasiennym koło dworca PKS-u w Lesku, - pierwszy baraczek od drogi, ten z barem "Magda". W lipcu widziaem też w Cisnej w PAWEDE na piętrze.
Od biedy wyklepiesz też na obuchu od siekiery...
>Lech Rybienik-dzięki za "bliższy adres"babki(Lesko),w Cisnej było właśnie wszystko inne oprócz nich.
>Chris-nie wiem czemu mam się narażać wspomnianymi PGRami?Nie ja je tworzyłam i nie byłam żadnego mieszkańcem ani pracownikiem(a w żadnym wypadku miłośnikiem!).Niestety,w pewnym okresie,przez swoje istnienie sprowadziły w Bieszczady przeróżny "element ludzki",wprowadzając też przy okazji wiele nowych słów gwarowych z różnych stron kraju.Dla mnie,jako dziecka,było to niesamowite zjawisko bo mała wioseczka z przesiedleńcami z jednej kresowej miejscowości,zaroiła się nagle "różnorodnością".To także kawał historii niektórych bieszczadzkich wsi.Niektórzy,sezonowi kosiarze,wracali potem do swoich odległych stron,inni zostawali,zakładali rodziny i trwają do dziś.
Nie rozumiem,dlaczego ten fakt może komuś przeszkadzać,drażnić lub się nie podobać.Znowu mamy wspominać tylko to co "jedynie słuszne"?
>Chris-nie wiem czemu mam się narażać wspomnianymi PGRami?Nie ja je tworzyłam i nie byłam żadnego mieszkańcem ani pracownikiem(a w żadnym wypadku miłośnikiem!).[/QUOTE]
napisałem nieco ironicznie, bo wiem, ze historia nasza niezbyt się podoba na forum. Pamiętam Bieszczady z czasów PRL i podobały mi się. Był ruch, było życie, były trzody i uprawne pola... potem zobaczyłem pustki, jak mój wuj Antoni, pod koniec lat 40-ych penetrujący z kolegami Bieszczady. Mieszkańcy, nawet, jak piszesz omal wprost - element - mieli pracę, pola zagospodarowane były, jak przed wiekami. Raz lepiej, raz gorzej, zależnie, ile kto z państwowego kradł. Nie mam nic przeciw PGR, podobnie, jak nie mam nic przeciw Lasom Państwowym. (jak wyglądały lasy prywatne w Bieszczadach do II Wojny? Są opisy arch. Jak wyglądała bieda do II wojny? Opisy są, włącznie z danymi statystycznymi (sanacyjnymi, co prawda. Pozdrawiam...
A skoro juz poruszony został wątek kos i babek, czy ktoś pamięta co to jest kubica??
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)