Wilki zagryzły 3 moje znajome pieski:
1) jamnika Bąbla z leśniczówki w Sękowcu,
2) wilczurkę Kiję, pochodzenie jw.,
3) wilczura Gimiego ze schroniska "Ostoja" w Suchych Rzekach.
Myślę, że na tym Forum jeszcze co najmniej kilka osób znało te niezwykle sympatyczne psiaczki.
Szczególnie Bąbla mi żal. Łaził ze mną na b. dalekie wędrówki, wykazując się przy tym dużym sprytem. Bo to było tak. Basia nie pozwalała go zabierać na wycieczki, pies ma siedzieć przy domu i już! Słusznie i naukowo. Odganialiśmy go więc wychodząc na wędrówkę, albo wręcz prawie konspiracyjnie uciekaliśmy, tak aby nas nie zauważył. Na nic się to zdało. Psina wędrowała pierwszy kilometr gdzieś po rowach, trzymając się mocno z tyłu za nami.
A potem nagle pojawiał się tuż przy nas, merdając ogonkiem i spoglądając szelmowskim wzrokiem. To co, wygonić go wtedy miałem? Szedł cały czas z nami, obszczekując (niegroźnie) mijanych innych turystów. Kulinarnie źle na tym nie wychodził, dzieliliśmy się z nim solidarnie (mimo że kraj był wtedy liberalny, a nie solidarny) naszym prowiantem.


Odpowiedz z cytatem