Se jaja robicie czy co. Wędrowałem nie raz po Bieszczadzkich krzaczorach i jakoś żaden wilk nie chciał mnie skubnąć. Nawet pyska nie wychylił. A tu się zbroicie: petardy hukowe, gaz pieprzowy, silne źrudło światła, kałasznikow i pęk granatów. To ja dodam: srebrne kule, te granaty też ze srebra, młotek i kołek. Ten kołek koniecznie osinowy i dobrze zaostrzony. A jeszcze zapomniałem dodać czosnku i święconej wody. A nuż uda się wam upolować wilkołaka.