Turysta biznesowy to dla hotelarzy ten, który przyjeżdża na konferencje, spotkanie biznesowe czy jest zwyczajnie w delegacji służbowej. Tacy ludzie rzeczywiście raczej rzadko łażą gdzieś wyżej, bo większość wolnego czasu spędzają w barze lub w papierach – choć zawsze się trafiają chlubne odstępstwa od reguły – jak np. piszący te słowa![]()
Spotkania takie to często i kilkaset osób w jednym miejscu, terminy dowolne może być i deszczowy listopad (indywidualny turysta jak leje piąty dzień z rzędu to raczej jednak nie pojedzie) no i ogólnie inna siła nabywcza reprezentowana przez firmę.
Jeśli jeździmy w góry to chyba nie ma znaczenia kim jesteśmy z zawodu. To, że po całodziennej trasie w błotach z gotowaniem obiadu w prymitywnych warunkach na ognisku, ktoś lubi pójść do jacuzzi, sauny, czy na masaż gorącymi kamieniami zależy tylko od fantazji i stanu portfela. Taki ktoś nie jest turystą biznesowym, tylko anonimowym gościem hotelowym posiadającym odpowiednie zasoby finansowe. A że niektórzy prywatni właściciele firm zwykły wyjazd rodzinny kwalifikują jako tygodniowa kurso-konferencja w górach czy nad morzem to już inna bajka.
Pozdrowienia
Jarek


Odpowiedz z cytatem