IMHO turystyka zrównoważona w pewnym sensie równowagę zachowuje, tylko nie w tym o którym się myśli.
Media i zwolennicy zt (na ogół firmy zainteresowane materialnie) dość sprytnie przedstawiają zt jako taką formę rozwoju, gdzie zostaje zachowana ochrona środowiska a turystyka się pięknie rozwija - to bzdura. Nawet turyści popierający na podstawie takich tłumaczeń turystykę zrównoważoną (rozwój) nie zdają sobie chyba sprawy, że korzyść z tego będa mieli niewielką i przede wszystkim krótką - popełniając błąd w interpretacji tego modnego i lansowanego dla ochrony interesów pojęcia, ale tak się to na ogół odbiera jak zostaje podane czyli: turystyka i regiony się pięknie rozwijają a przyroda zostaje chroniona - nie bardziej błędnego.
IMHO: taka "definicja" zrównoważonego rozwoju jest nielogiczna. Nie ma możliwości rozwijania turystyki bez wydatnej ingerencji w środowisko.
Zatem IMHO: rozwój turystyki jest wprost proporcjonalny do niszczenia przyrody/otoczenia i tylko dlatego nazywa się zrównoważony (równoważenie zniszczeń i rozwoju). Bez tego ostatniego nie ma rozwoju w takim zamyśle,jak by to chcieli zainteresowani. Im więcej rozwoju - tym więcej zniszczeń. No coś za coś - "perpetum mobile" się nie wymyśli.



Odpowiedz z cytatem