W tym właśnie miejscu zostawiłam kawałek swojego ducha… Stoję tam a w głowie słychać delikatne dźwięki „Satni” Niko Valkeapaa. Ta piosenka zawsze kojarzy mi się z zimą i kiedy mam przed sobą TAKI świat nieustannie dźwięczy mi w uszach. Nawet teraz, TU na dole, gdzie jesteśmy obciążeni różnymi sprawami, obowiązkami i troskami… przyjemne dźwięki Satni i wspomnienia potrafią uspokoić myśli, odpocząć, nabrać sił do dalszej walki w dzikim świecie. Ale dość tych rozważań, wracamy do wędrówki.
Schodziło się bardzo przyjemnie, radość z samego patrzenia na góry pozwoliła skutecznie zapomnieć o bólu kolan. Harnaś jak zwykle pognał pierwszy…nadal nie wiem skąd on ma tyle sił? Kiedy juz definitywnie weszliśmy w las i zostawiliśmy wszystkie te cudne, widokowe polanki za sobą natrafiliśmy na wyraźną drogę leśną, która dość szybko sprowadziła nas do wsi Husne. Byłam w szoku, że tak szybko udało nam się zejść. Było dopiero gdzieś około południa, a my już widzieliśmy w dole majaczące dachy domów i cerkwi. Tak średnio mi się to podobało, bo to wszystko oznaczało niestety koniec naszej wędrówki. A ja to właściwie chciałam tu jeszcze zostać. Ciągle gdzieś tam miałam cichą nadzieję, że może nie zdążymy na pociąg do Użoka…albo, że np. pociąg się nie zatrzyma. Hehe..z tą myślą kroczyłam naprzód Jeszcze tylko do pokonania „mały” jar i już będziemy na drodze. W trakcie schodzenia, a raczej zjeżdżania na tyłku zgarnęłam chyba wszystkie liście z lasu. Dzięki pomocnej dłoni przeszłam zamarznięty potok i tak oto znaleźliśmy się na drodze, która prowadziła do Użoka. Na dole jakby cieplej. Kurtka, rękawiczki itp. nie były już potrzebne, więc wrzuciłam je do plecaka. Krótki postój, łyk herbaty i w drogę. No i co, i okazało się, że za zakrętem jest mostek… hehehe
Było kilkanaście minut po południu, a pogoda robiła się coraz piękniejsza, tak grzało, ze szliśmy w podwiniętych rękawkach. Kurde no, że też nie mogło tak być dwa dni wcześniej… no ale…widocznie tak miało być. Nie ma co gdybać. Po drodze mijamy jakieś wiatki, kilka skałek… i tu od razy przed naszymi oczami staje Klopsik, a raczej jego wystające nogi z jakiejś dziury i krzyk „Harnaś! Wyciągnij mnie!”
Pierwsze zabudowania Użoka mówiąc wprost są co najmniej dziwnie. Wielki drewniany dom, bez okien, z kilkumetrowym ogrodzeniem a przed tym wszystkim napis „Prywatna wlasnist!” http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/...46141aab7.html Hmmm, szkoda, że takie tabliczki zaczynają pojawiać również tam. Harnaś mówi mi, ze Michajło dwa dni temu opowiadał, że tu Bandit mieszkają… prawda to czy nie? W każdym bądź razie dziwne miejsce. Prawie całą drogę rozmawiamy, wspominając to co już było, ciągle nie mogąc się nadziwić (przynajmniej ja) że to wszystko się dzieje. Idąc mamy widok na okoliczne wzgórza. Bardzo dobrze robią w oczy grodzone drewnianymi płotkami pastwiska i pola. U nas takich już nie ma. Ot takie to niby banalne, a mi się strasznie podoba, tym bardziej jak sobie przypomnę jakimi wielkimi murami w Anglii ludzie potrafią grodzić pola… http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/...7ad7fa164.html Mijamy stare i nowsze chałupki. Właśnie sobie przypomnieliśmy, że mieliśmy iść do Libuchory zobaczyć te słynne stare chaty kryte strzechą….ale chyba nie wyszedł nam ten plan. Nic to, kolejny powód by wrócić... choć czy musi być powód by wracać? Dochodzimy do krzyżówki w Użoku, http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/...74b3a582c.html mijamy wiadukt.. pod którym zdaje się dwa dni temu wywinęłam niezłego orła http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/...0117265b5.html Stacyjka w Użoku położona jest nad wsią na górce, wdrapując się tam zauważam na sąsiedniej górze coś co przypomina wyciag narciarski…ale czy on jeszcze funkcjonuje tego niestety nie wiem. Jesteśmy na dworcu http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/...c8dc292b1.html Jest po 13h, mamy godzine do pociągu, zdążyliśmy