W marcu jak w garncu. Nie ugadniesz.
Ze dwa lata temu podchodziliśmy po koniec marca na Caryńską od strony północnej tonąc miejscami w mokrym śniegu po pas. Po wyjściu na grań słoneczko tak cudnie dogrzewało że postanowiłem się poopalać. Rozłożyłem karimatę na trawie (tam nie było już śniegu) , rozebrałem się i zażywając złocistego napoju patrzyłem na świat z góry mając wszystko gdzieś.
No więc jak jest w marcu - jak w garncu.