Upsssss... sorki za literówki. Spieszę się na szlak... tym razem Słonne;-)
A
Upsssss... sorki za literówki. Spieszę się na szlak... tym razem Słonne;-)
A
asiczka:mrgreen:
okaz pod ochroną
Ciekawa jestem czy drogi S. Bywalec przy grobie Hrabiny Stroińskiej pamietał o wypowiedzeniu imienia swej Małżonki, aby wzmocnić dozgonnie uczucie ich łączące?
Można w to nie wierzyć, ale zapewniam was, że jest to miejsce w Bieszczadach, w którym prawdziwe miłoście się wzmacniają, a to za sprawą: Klary i Franciszka. Owa para zakochała się w sobie od pierwszego wejrzenia, rodziny nie czyniły im przeszkód, więc wielce szczęśliwi mogli zamieszkać w rodowych dobrach Stoińskich w Siankach. Niezwykła ta Hrabina upodobała sobie Bieszczady i lud prosty...a i oni darzyli ją sympatyją...gdy wichura zniszczyla wiele chałub i starą cerkiew...przyczynili się oni do odbudowy, a nowa cerkiew wybudowano jako wotum ich szczęśliwej miłośći...została ona postawiona w miejscu gdzie upadł krzyż ze starej cerkwi...
Gdy niespodziewanie zmarła Klara w wieku lat czterdziestu...żałóba ogromna spadła na cały dwór i wieś. Pochowano ją na cmentarzu koło cerkwi, Franciszek przy grobie Klary zbudował kapliczkę z kamieniem, na którym umięscił najprostsze, a jednak najgłębsze słowa: TEJ, CO UCZYNIŁA MNIE NAJSZCZĘŚLIWSZYM Z LUDZI !
Ale to nie koniec ich historii, hr. Stoiński pozostał wierny swej pierwszej i jedynej miłości, w testamencie nakazał pochować sie po drugiej stronie kapliczki żony, którą codziennie odwiedzał....aż w końcu mógł się z nią na nowo spotkać w 1893...ich syn położył na grobowych kryptach kamienne płyty... A że życie mieli szczęśliwe, miłość najprawdziwszą...wierność dochowaną, czyny ich miłosierne były, dlatego też miejsce ich ponownie złączonej miłość wielką moc ma: umacnia zakochanych, uszlachetnia ich uczucia...nie zmieniły tego zawieruchy dziejów, zniszenie okolicy...wśród tego łez padołu..kamienne tablice grobu Hrabiny Klary, czynią szcześliwymi tych co kochać pragną! Trzeba tylko nie opodal żródeł Sanu odnaleść to miejsce i tam zmówiwszy "wieczny odpoczynek" wyrzec imię osoby, najbliszej sercu!
"niech będą błogosławione wszystkie drogi proste, krzywe, dookolne…"
http://takiewedrowanie.blogspot.com/
To co rzeczywistością było, prawie legendą się stalo.
Czytając to co pisze Stały Bywalec i Ola, widzę, że moje odczucia i wrażenia z tego miejsca są identyczne.Siannki, choć podzielone, mają "jakiś mistycyzm"
który emanuje na wszystkich, którzy Je odwiedzą.Coś w tym musi być!!!
pozdroowka
marekm
pozdroowka
marekm
A co to jest ta stonka?
:))) Drogi T.B. Stonka to taki pasiasty robal, szkodnik, zamieszkujacy zwykle liscie ziemniakow, czasem emigrujacy na inne tereny, gdzie również czyni szkody. Jest owadem stadnym, cieżkim do wytępienia, często powodujacym plagi. W języku forumowym przyjęło sie tak nazywać grupy turystów w pocie i trudzie docierających w Bieszczady i wcale w nie mniejszym pocie wspinających się na szczyty, bardzo często tylko w jednym celu: wdrapania sie na szczyt drogą najkrótszą i szybkiego zejścia na dół (tą samą drogą) i pochwalenia się znajomym, jak aktywnie można spędzać urlop. Ludzie lubiący ciszę i spokój podczas swoich wędrówek i nie lubiący korków na szlakach, za stonką nie przepadają.
A czym to się różni od Stałego Bywalca poza tym, że nie jest on - zapewne - pasiastym robalem?
Jest też jeszcze jeden podgatunek stonki preferujący bardzo spartańskeie warunki życia i wędrowania po Bieszczadach i nie tylko!! Spożywają oni trzy posiłki dziennie: śniadanie - zupa piwna, obiad - zupa piwna, kolacja - zupa piwna,
a w między czasie przekąszją małe co nie co - zupa piwna.
U tego podgatunku nie zaobserwowano tendencji do inwazji w wyższe partie Gór,
zalega on natomiast wszelakie grajdoły dolinne.
pozdroowka
marekm
Drogi T.B. tylko ufac mi pozostaje,że Stały Bywalec nie jest pasiasty, gdyż nigdy zobaczyc go nie było mi dane, jednak uważnie wczytujac sie w opowieści Forumowiczów,można zauwazyć róznice dzielące Stałego Bywalca od stonki, poza tym żeby dokładnie poznać wszystkie podgatunki stonki, jej obyczaje i zachowania wszelkie ,należy wyjechać w Bieszczady w sezonie popularnym turystcznie, np. jakiś weekend lipcowy, bądź opisywany niedawno na łamach forum weekend majowy, stanąć koło południa np. na szlaku z Ustrzyk Górnych na Połoninę Carynską, mozna usiąść (byle nie na ścieżce-grozi to rozdeptaniem przez stonkę) i już nawet czekać nie trzeba, stonka nadejdzie sama. Ten kto nie wie jeszcze czym jest stonka: albo nie był w Bieszczadach w sezonie turystycznym, albo będąc w Bieszczadach w sezonie unikał szlaków "modnych", np. z Wołosatego na Tarnicę, albo był, chodził ale robił to wcześnie rano( wtedy stonka śpi), albo sam reprezentuje jakis podgatunek stonki.
Mam tylko nadzieje,że Stały Bywalec nie poczuje się dotknięty, Twoim zapytaniem T. B. , ale pytanie postawione całkiem słusznie.
Ja rzekłabym tylko tyle, że pojęcie "stonka" jest bardzo, ale to bardzo względne...dla każdej osoby zapewnie inaczej definiowane...ponieważ jak to często na świecie bywa: różnie pewne sprawy sie postrzega.
Na naszym forum, słówko to stało się pogardliwym określeniem tych, którzy zachodzą za skóre chadzającym po Bieszczadach PRAWDZIWYM MIŁOŚNIKOM....troszke to pachnie zadzieraniem nosa, ale nie ma ludzi idealnych.
Ale trudno nie irytować się ludzmi, którzy na ten przykład bezmyślnie zaśmiecają góry...próbują zrobić z nich zakopiański deptak...itd.
"niech będą błogosławione wszystkie drogi proste, krzywe, dookolne…"
http://takiewedrowanie.blogspot.com/
Dawno tu nie zaglądałem, a tu tyle ciekawych wypowiedzi.
Już na koniec - zapytam tylko:
czy nie uważacie, że z perspektywy stonki spokojnie wcinającej sobie kartoflane liście, Stały Bywalec i jego znajomi (rolnicy z DDT) to POTWORY?
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)