Wieczorem znów do barku, tym razem tylko na herbatkę (jako że jutro trochę za kierownicą).
Ależ ten świat jest mały. W barku spotkaliśmy 2 facetów z Radomia. Rycho też jest radomiakiem, a i mnie to miasto nigdy nie było obojętne - niegdyś zaliczyłem tam swoją edukację na poziomie podstawowym i średnim. Było to co prawda ze 100 lat temu, ale było (swój "staż" warszawski liczę dopiero od rozpoczęcia studiów). A i teraz b. często jeżdżę do Radomia - odwiedzać i opiekować się mieszkającą tam samotnie matką.
No więc pogadaliśmy sobie z owymi radomianami, wypytując się wzajemnie "co, kto, gdzie i kiedy". I okazało się, że jeden z nich (taki wielki zwalisty chłop, o posturze Andrzeja Gołoty) jest moim (a ja - jego) ... niedoszłym szwagrem. Niegdyś, i nota bene mniej więcej w tym samym czasie, chodziliśmy bowiem z dwiema siostrami B.: on - z Elizą, a ja - z Ewą. I obydwa te związki ... nie wytrzymały próby czasu (to oczywiście eufemizm).
Bez obawy o dekonspirację. Radom liczy ok. ćwierć miliona mieszkańców.


Odpowiedz z cytatem