Odpust jak to odpust, za to sceneria - malownicza.
Prawdę powiedziawszy (a komu mam mówić prawdę, jak nie Wam ?), to przez cały czas trwania uroczystości przesiedziałem na wzgórzu nad doliną, w której stoi cerkiew. Zachwycałem się krajobrazem, rekonstruując w myślach wygląd tej okolicy do 1945 r. I dumałem o tym, że dla mieszkańców tej i innych bieszczadzkich wsi właściwa wojna rozpoczęła się dopiero po zakończeniu II wojny światowej.
Do kościoła zajrzałem już po nabożeństwie.
I w ten sposób tylko Rysiek uzyskał odpuszczenie grzechów, a moje zostały zachowane.
W Łopience przykleił się do nas pieszy turysta z Piaseczna k/Warszawy, mój imiennik. Człowiek noszący ponadto królewskie nazwisko (przyznał się, że czasem zagląda na nasze Forum, może się więc teraz odezwie). W drodze powrotnej wspólnie wpadliśmy na smażonego pstrąga do Terki.
Wracając nadłożyliśmy nieco drogi - minęliśmy skrzyżowanie w Smolniku (nie skręcając w stronę Zatwarnicy) i odwieźliśmy kolegę do samych Ustrzyk Grn., gdzie zamieszkiwał w Hoteliku Białym.


Odpowiedz z cytatem