Mój imienniku sympatyczny SB, jako wywołany stawiam się do odpowiedzi. W ostatni dzień września po całodziennej wędrówce, z moimi kolegami (przewodnikami z PTTK) w barze u Lacha ( a podobno przewodnicy tam nie bywają) opłukiwaliśmy całodzienne trudy "Chlibnym darem". Zagryzając kiszoną żodkiewką (pierwszy raz to żarłem, super zagrycha). Po ostrym przepłukaniu gardeł, okazało się że mamy następny miesiąc. Koledzy poszli na Kemping a ja do Hoteliku. Nim zdążyłem zasnąć, współlokatorzy wyrwali mnie z objęć Morfeusza. Po porannej kąpieli zmywającej resztki dnia poprzedniego, bez posiłku, postanowiliśmy złapać stopa w kierunku Cisnej. W ciągu kilku minut udało sie nam zatrzymać pojazd na lubelskich numerach. Miła para, z gadki wynikło że pierwszy raz w Bieszczadach, podwiozła nas do Dołżycy. Po wyjściu z samochodu, koledzy ponownie złapali stopa bezpośrednio na odpust. Niestety ja nie zmieściłem się w aucie. Więc postanowilem skręcić na dobrze mi znaną stokówkę. Gdy doszedłem do Łopienki msza się kończyła. Po mszy koledzy mnie odnaleźli i poprosili abym popilnował plecaków. Poszli obejżeć bazę. Pilnując te ich toboły przysłuchiwałem sie muzykującej młodzieży. W tym czasie podeszli pod dzwonnicę dwaj panowie. Więc jako człowiek umiejący posługiwać się językiem zgadałem się z wyżej wymienionymi. Dalej nastąpiło to co powiedział SB. W czasie posiłku w Terce (wspaniałe pstrągi) SB wręczył mi świstek papieru na którym podał stronę internetową i nakazał mi przeczytanie Jego histori Bieszczad. Po obfitym posiłku w ciepłym wnętrzu jego wozu zasnołem. Bywalec jako stary łazior Bieszczadzki stwierdził że imiennika trzeba wspomóc i dowiózł mnie do UG. Ja wcześniej tylko z żadka zaglądający na forum, stałem się namiętnym czytaczem wszystkiego co opisał SB. Następnie stwierdziwszy że to Sam Prezydent Forum mnie wezwał, postanowiłem się zalogować. Tak to dzięki memu szanownemu imiennikowi zostałem duchem przeszłości.


Odpowiedz z cytatem