7-8 sierpień 2003 r.
Tym razem zaczęliśmy od Nowego Łupkowa, gdzie mieliśmy spotkać się z drugą częścią wycieczki która miała tam dojść wcześniej. Jednak jak to często bywa nawet proste plany bywają ciężkie w realizacji. Z Sanoka z kilkoma znajomymi (Ela H., Cycu, Jasiek B., Michał K.) wyruszyliśmy pociągiem do Łupkowa. Z Jaśkiem to było przeżycie, jak ja zobaczyłem tego chłopa z reklamówką sześciu 1,5l piw bliżej nieokreślonej marki za 1,59 zł z Alberta to niepotraktowałem go zbyt poważnie.Zanim wsiedliśmy do pociągu poczęstował nas łykiem swojego piwa, do którego wrócę później. W pociągu ponieważ była wczesno ranna godzina nic się nie działo, wręcz można było zasnąć, i wtedy to prawie przespaliśmy naszą stację w Nowym Łupkowie. Jedziemy sobie jakby nigdy nic, kolejna stacja pociąg się zatrzymał i po chwili postoju Kamil który siedział przy oknie niepewnie spytał czy my czasem nie mamy iść niebieskim szklakiem? Jak się okazało staliśmy /jeszcze/ na szczęście na naszej stacji, podniosła się spora wrzawa żeby szybko pościągać bagaże z półek i zdążyć wyskoczyć z wagonu. Wszystko jednak skończyło się dobrze, nikt nawet niczego nie zapomniał. Była godzina 8:30 i mieliśmy się spotkać z resztą wycieczki, jak się później okazało dopiero za 4 godziny... Po raz pierwszy udało się nam doświadczyć braku sklepu w cywilizowanym mieście, dalej nie mogę uwierzyc ze go tam nie było, może był nieczynny? Po sporym wynudzeniu się o godz 12;30 zabraliśmy się na szlak. I tak niebieskim udaliśmy się na pierwszy szczyt- Magurę. Potem dalej granicznym do Solinki przez Balnicę. Nieco wcześniej na przejściu granicznym wyszedł na jaw geniusz Jaśka który ponadto że miał piwo zabrał do termosu lód i sok malinowy. Zapewniam że tak dobrego piwa jak tamtego jeszcze nie piłem, niestety nawet 9 litów piwa w tak gorący dzień szybko wyszło i każdy załapał się tylko na łyka, ale było warto!!! Po noclegu w Solince ruszyliśmy dalej na granicę w kierunku przełęczy nad Roztokami. Od całej wycieczki odłączyliśmy się z Elą wcześniej bo bolała ją noga więc zaplanowaliśmy zejście do Roztok Grn. a dalej jak wyjdzie. Kiedy znaleźliśmy się na drodze chcieliśmy złapać stopa jednak w tej części gór ruch był nadwyraz mały. Po chwili postanowili rogościć się na drodze w cieniu i zjeść obiado-podwieczorek. Już wyciągnęliśmy chleb i wodny serek /co to wogóle było?/ zatrzymał się jakiś samochód z ludźmi których spotkaliśmy na szlaku. Zaoferowali więc nie mogliśmy odmówić bo zostać na tym odludziu z 1 domem i oborą nie byłoby najtrafniejszym wyjściem. W pośpiechu pozbieraliśmy z drogi co nasze i trochę piasku na kanapkach i już jechaliśmy. Dobrze się złożyło bo początkowo mieliśmy dojechać do Cisnej, ale jak się okazało państwo jechali do Wetliny więc zabraliśmy się razem z nimi co by spotkać się z resztą naszej wycieczki. Tam w Wetlinie rozbiliśmy namiot na polu 'Bazy Ludzi z Mgły' i zostaliśmy z Elą przez tydzień, co miało trochę konsekwencji na naszych późniejszych relacjach, ale jak się później okazało nie to było gwoździem do trumny. Tak zakończył się drugi etap poznawania granicy Polsko-Słowackiej


Odpowiedz z cytatem