Po żmudnej akcji z nożyczkami, wypraniu z kolorów wszystkiego oprócz koszulek;-) mogę wydobyć na światło dzienne kilka obrazków z naszego spotkania. Radowały się serce i dusza, kiedy nasz stół szybko zapełniał się Bieszczadnikami, a pomyśleć, że gdyby wszyscy przyszli to „Babuszka” byłaby nasza. Miło było się zapoznać, powitać znajomych, pogadać na sto różnych tematów...rzeczywiście było ciepło:) a ukraińskie gasiło pragnienie...
Żeby było całkiem klimatycznie to dodam, że w knajpce podobnie jak na wschodnich rubieżach nie było zasięgu i Wojtek troszku był zdezorientowany;-)
Ps. maciejki są nie do złamania, nie do uciumkania (cokolwiek by to znaczyło)![]()


Odpowiedz z cytatem