Ja też jestem pod wrażeniem kondycji kampinoskich piechurów, wielkie uznanie dla Wojtka1121, któremu nie jest łatwo, a się nie daje!
A wyprawy ostatniej mi żal, pogodę mieliście zamówioną.
Ja też jestem pod wrażeniem kondycji kampinoskich piechurów, wielkie uznanie dla Wojtka1121, któremu nie jest łatwo, a się nie daje!
A wyprawy ostatniej mi żal, pogodę mieliście zamówioną.
No ja właśnie też!!!za każdym razem ponad 20km, gdzie po płaskim jakoś idzie się zdecydowanie ciężej!podobno tu pracują inne mięśnie niż w górach dlatego, ale nie wiem ile w tym prawdy, a ile tłumaczenia sobie zadyszki
I jeszcze samozaparcia zazdroszczę, że co weekend maszerujecie!
"...Lecz ja wrócę tu, będę w twoim śnie.
Nikt nie zabroni nam śnić..."
Bogdan Loebl
Różni ludzie mają różne motywacje, najczęściej chodzi im o świeże powietrze, odporność na grypy i przeziębienia oraz dobrą kondycję fizyczną (czyli generalnie o zdrowie).
Ja osobiście mam jednak takie "jednodniowe włóczęgostwo" chyba w genach. Już jak miałem 16 lat i jeżdziłem na wakacje do babci, brałem ze sobą uroczą kundelkę Muszkę i wędrowaliśmy razem po podradomskich lasach.
A babka podejrzewała mnie, że wpadłem w złe towarzystwo, gdyż znikam na ponad pół dnia.
Do Marcowego.
Niestety nie da rady pogodzić (w sobotę 21.XI.) spotkania w CK Oberży z naszą leśną wycieczką. Wracamy już późno, zmęczeni i brudni. Ja np. wtedy włażę do wanny, w której pół siedząc, pół leżąc popijam sobie piwo. I na nic innego nie mam już ochoty. Poza kolejnym piwem, naturalnie.
.
Ostatnio edytowane przez Stały Bywalec ; 15-11-2009 o 19:56
Serdecznie pozdrawiam
Stały Bywalec.
Pozdrawia Was także mój druh
Jastrząb z Otrytu
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)