Dochodzimy do przełęczy, szukamy szlaku - jest, teraz chwila przerwy, szybkie kalorie i ruszamy czerwoną ścieżką do bazy. Droga się ciągnie, ciągnie, podejścia są całkiem niezłe, coś jak pod Łopiennik, ale idziemy...
Po wielu trudach, podejścia kończą się, droga trawersuje lasem, już bardziej poziomo, droga mija szybko. Idziemy jakąś granią, wypatrując bazy na polance. Po wejściu na skaliste podwyższenie ukazuje się zejście na polankę i w tym momencie nie wytrzymałem i mówie:
- Kurwa mać! Jest źle, jest źle...
Przedemną, na polance (jeszcze nie na pewno) ukazuje się drogowskaz, widzę go og tyłu ale już wiem, że dokładnie taki stoi na Łopienniku! Co my do cholery robimy na tutaj? Znowu ta przeklęta góra i popieprzone ścieżki, niech to szlag!