Jak widzę, prace nad Przewodnikiem (z dużej literki) toczą się, i dmuchają pełną parą... , ale chyba na privach. Okładeczka wypasiona, chęci druknięcia zaznaczone, chwała pomysłodawcom, czołem przed głównym autorem pomysłu, któremu żadne przewodniki jakosik nie podobają się, pewnie najlepszy byłby napisany przezeń, ale jakoś brak pomysłu. Bo słabo zna Bieski :). Nie wiem, Lucyna, czy te tysiące notatek, które masz w szufladkach, przeczyta ktokolwiek, zważywszy brak czasu na czytanie, nawet na poprawne pisanie, jak czytam w inszych wątkach forum. I nadal nie wiem, dla kogo ten Przewodnik ...dla „stonki”, jakże nie cierpianej, dla „miejscowych”, którzy swoje wiedzą, czy może dla „prawdziwych turystów,” tych, co to z kompasem i mapą w centrum UG czy Cisnej, czy innej Wetliny stoją rankami ...i nie wpadną na to, że Moczarne to strefa zakazana. Sobie myślę, tak prywatnie, czy sens ma druk wspomnień peregrynacyjnych po Bieszczadach, jeśli np. trasę ku grobowi hrabiny (ups :Grobowi Hrabiny) opisuje sie, jak wyprawę na koniec świata , i to XIX-wiecznego
, a może tam ze spoczkiem dotrzeć 3-letnie dziecko, i to po nogach; jeśli np. opisy zawarte w notatkach „forumowych” nie dotyczą miejsc konkretnych, a ukrytych celowo (przed kim? wiadomo – przed „stonką” ...dla kogo...? Też wiadomo, choć to dziwne :). Nie wiem, czy jest sens podejmowania owego „dzieła” przez osoby pozostające pod wpływem wiedzy podręcznikowej, a takie wyznanie uczyniono też. Dublować podręczniki? Jasne, że bez sensu. Jeśli mowa o opisaniu obrazu tego, co było w Bieszczadach w latach 50-ych, 60-ych i nieco potem, możemy to uzyskać w przewodnikach już napisanych i dobrych, w kronikach filmowych, w filmach dokumentalnych, prasie dostępnej w bibliotekach – jeśli ktoś zapragnie - dotrze. Wspomnienia? Jasne, jednak uważam, że jeśli ktoś dysponuje wiadomościami i talentem na miarę Jana Wiktora np. (pisał nie tylko o Pieninach i Nowosądecczyźnie) – nie potrzeba mu będzie pracy zbiorowej. Talent zabłyśnie samorodnie. Mapy Bieszczadów? Nowa „mapa” w Przewodniku? Na dobrą sprawę w Bieszczadach posługiwać można się mapami drukowanymi lata temu
. Nowy pomysł
– dołączyć DVD do „Przewodnika”, zobrazować obrady KIMB, zażarte, toczące sie dyskusje itp. Pozdro.
ps. na Przewodnik czekam/y z utęsknieniem.


. Okładeczka wypasiona, chęci druknięcia zaznaczone, chwała pomysłodawcom, czołem przed głównym autorem pomysłu, któremu żadne przewodniki jakosik nie podobają się, pewnie najlepszy byłby napisany przezeń, ale jakoś brak pomysłu. Bo słabo zna Bieski :). Nie wiem, Lucyna, czy te tysiące notatek, które masz w szufladkach, przeczyta ktokolwiek, zważywszy brak czasu na czytanie, nawet na poprawne pisanie, jak czytam w inszych wątkach forum. I nadal nie wiem, dla kogo ten Przewodnik ...dla „stonki”, jakże nie cierpianej, dla „miejscowych”, którzy swoje wiedzą, czy może dla „prawdziwych turystów,” tych, co to z kompasem i mapą w centrum UG czy Cisnej, czy innej Wetliny stoją rankami ...i nie wpadną na to, że Moczarne to strefa zakazana. Sobie myślę, tak prywatnie, czy sens ma druk wspomnień peregrynacyjnych po Bieszczadach, jeśli np. trasę ku grobowi hrabiny (ups :Grobowi Hrabiny) opisuje sie, jak wyprawę na koniec świata , i to XIX-wiecznego
