Z wielkim zainteresowaniem czekam na kolejne posty. Czytam to z ogromną przyjemnością!
Z wielkim zainteresowaniem czekam na kolejne posty. Czytam to z ogromną przyjemnością!
według zdjęcia zamieszczonego przez Browara orientowałem opis pomieszczeń w schronisku
Inne zdjęcie jest na wiki.
http://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%81o...-Lopiennik.jpg
No to trzeba je tu zamieścić dla ilustracji.
Pozdrav
Ja gdzieś, kiedyś trafiłem na takie fotki:
![]()
Smutne zdjęcia zamieszczone przez Zbyszka, pierwsze to pozostałości po wierzy obserwacyjnej, drugie to wspomniany przeze mnie niedoszły kominek w piwnicy schroniska.
Schronisku na Łopienniku było dla mnie zawsze taka legendą, której nie dane mi było dotknąć.
W początkach października 1977 byłam na najdłuższej 9-dniowej trasie rajdu SKPB W-wa przez Bieszczady.
Trasa była ogromna, liczyła chyba 80 osób więc nie chodziliśmy wszyscy razem a mniejszymi grupkami, którym przewodnik tylko udzielał rad.
Znałam wtedy i przyjaźniłam się z wieloma przewodnikami SKPB (zresztą nadal utrzymujemy kontakty, np. z Andrzejem Wielochą), ale tych co prowadzili wtedy naszą trasę pamiętam tylko z imienia - był to Jacek wraz z Ireną.
Zapewne w kronikach SKPB istnieją informacje kto prowadził wtedy trasy i jaki był ich przebieg. Chętnie poczytałabym.
Najpierw mieliśmy nocleg na Otrycie, potem 3 noclegi w Ustrzykach Górnych (chyba w szkole, w każdym razie spaliśmy na podłodze w jakiejś wielkiej sali, tak wielkiej ze zmieściło się cale 80 osób), skąd robiliśmy trasy m.in. na Krzemień, Tarnicę i Halicz, a ja w małej grupie przeszłam od Kremenarosa przez Semenowe (co było wtedy surowo wzbronione, bo to była granica z ZSRR). Przewodnik udzielił nam specjalnej pochwały :)
Przedostatni o ile pamiętam nocleg mieliśmy mieć w schronisku pod Łopiennikiem, tego dnia szliśmy o ile pamiętam przez Jasło, była przepiękna pogoda, bajeczne wprost kolory, takie że do dziś pamiętam. Zeszliśmy chyba do Cisnej, tam spotkaliśmy się z resztą grupy i tam dotarła do nas "szeptana" informacja, że schronisko właśnie dzień wcześniej się spaliło.
Załatwiono nam na szybko jakiś nocleg zastępczy, w Cisnej lub Dołżycy (tego nie pamiętam).
Kolejnego dnia w planie było podejście na Łopiennik. Podchodziliśmy przez Horodek, podeszli w miejsce schroniska, były tam dymiące jeszcze zgliszcza, nie pozostało właściwie nic, ani jednej całej belki.
Poszliśmy dalej w kierunku Łopiennika.
Piękna historia, Basiu.
Może to ci pomoże?
http://www.skpb.waw.pl/przewodnicy/wszechlista.html
Koniec września to ostatnie dni mego pobytu w schronisku. Zdarzali się pojedynczy goście, czuć było schyłek sezonu. Maciek mówił, że z masowych imprez zostało tylko przeżyć "Połoniny". On dotrwał - schronisko nie.
Aktualnie 5 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 5 gości)