Witam, dzięki za odzew i motywację do dalszego pisania.
Sory diablo ale zdjęć nie będzie, mało kto chodził wówczas po górach z aparatem. W tracie mego pobytu był przez dłuższy czas gość, który trochę pstrykał ale nie pamiętam ani jego imienia ani skąd pochodził.
Tym razem chcę opisać wnętrze schroniska i jego najbliższe otoczenie. Na parterze były trzy lub cztery pomieszczenia. Na wprost wejścia opisywana już kuchnia. Po lewej dosyć duża sypialnia wieloosobowa, stało tam kilka prycz piętrowych. Po prawej-i tu właśnie mam wątpliwości-jedno lub dwa pomieszczenia, które zajmowała Halina. Pełniły one również funkcję „kancelarii”. Po prawej również biegły schody na piętro, nie miały one typowej poręczy. Zastępowała ją lina zapleciona w nieregularną pajęczynę. Luzowała się bardzo często i jeśli komuś to przeszkadzało poprawiał naciąg według własnej koncepcji. Na drugiej kondygnacji były na pewno trzy sypialnie. Możliwe że była też czwarta ale w tej kwestii mam dziurę w pamięci. Sale te były mniejsze, a ze względu na nachylenie stropu nie było w nich prycz piętrowych. Zdarzały się sytuacje, że liczba gości równała się liczbie łóżek, wówczas stali mieszkańcy(o nich innym razem) przenosili się do trumien. Były to małe i niskie kańciapki, pod samą kalenicą po obu stronach kominów, na upartego mogły tam spać nawet po cztery osoby. W sezonie letnim, aby zwiększyć ilość miejsc noclegowych, rozstawiano na polance namioty dziesięcioosobowe (pamiętam dwa). Obok schroniska była nieduża szopka, na której poddaszu też można było się przespać . Tam było najtaniej, bodaj dwa złote za noc.
Nowym pomieszczeniem, będącym jeszcze w fazie przygotowań to „sala kominkowa”. Mieściła się w piwnicy pod lewą częścią domu(orientacja od drzwi wejściowych). Palenisko było już gotowe, jednak o ile dobrze pamiętam miało ono problemy z ciągiem.
Wspaniałe miejsce, szkoda że można o nim mówić już tylko w czasie przeszłym.