W schronisku na Horodku byłem dwa razy. W latach 1963 i 1964. Wtedy to jeszcze nie bało schronisko a niezamieszkały dom.
W 1963 zaprowadził nas tam wzmiankowany wcześniej Leon. On pochodził z Bedzina.
Drugi raz byłem w 1964 roku. Dom był pusty.Było nas trzech. Spaliśmy tam przez tydzień na podłodze. Zostawialiśmy plecaki i schodziliśmy do Cisnej. Na noc wracaliśmy na Horodek. Z Dołżycy około 40 min.
W Bieszczady jeździłem zbierać jagody. W Dołżycy mieścił się punkt skupu runa leśnego. W tym roku przyjechaliśmy wcześniej i punkt skupu, gdzie można było spać w namiotach był jeszcze nieczynny (potem ten punkt skupu przenieśli w inne miejsce, też w Dołżycy ale dalej od Cisnej). Kiedy byłem w Dołżycy ponownie w 1968 roku punkt skupu był już w nowym miejscu w murowanym budynku.
Lutka nigdy nie spotkałem, chociaż wiele o nim słyszałem.


Odpowiedz z cytatem