Olu, wcale nie musisz wstydzić się za swoje towarzystwo. To nie była żadna stonka, lecz ... cyganeria (a to zasadnicza różnica !!!).
Twoje opowiadanie jest doskonałe. Bardzo lubię takich włóczących się artystów. Sam, niestety, nie mam talentu wokalnego. Poza tym znany mi jest tzw. "organizacyjny bałagan", przeradzający się w "twórczy nieład". Myślę, że Twoje opowiadanie spodobało się nie tylko hr. Duschewoyowi i mnie.
Natomiast co do stonki, to dam Ci krótki jej przykład (wręcz modelowy). Parę lat temu (dwa lub trzy) na parkingu w Bukowcu (tym na drodze do Sianek) zatrzymał się samochód (mercedes) chyba z warszawską rejestracją. Były w nim 2 pary. Dorobkiewicze w 1-szym pokoleniu, ok. 40-tki. Ludzie ci, zamiast być odurzeni miejscem, w którym dzięki łaskawości Najwyższego się znaleźli, byli tym miescem zdegustowani, wręcz oburzeni. "A coż to za pustkowie, żadnego kiosku, ładny mi parking ! " Grzecznie spytałem, w jakim celu tu przyjechali. "Bo to jest parking oznaczony w atlasie samochodowym, proszę pana !". Dalej nastąpiły narzekania na restaurację hotelową w Mucznem, że za późno jest otwierana (wtedy chyba dopiero od godz. 17 -tej, był to zwykły dzień wrześniowy). Mnie i kumpla szlak powoli trafiał, ale pohamowaliśmy się i (na razie) milczeliśmy. Byliśmy tam sami, tylko my i ta stonka. Następnie stonka wypiła jakiś napój typu Hoop, a butelkę plastikową po prostu, ot tak sobie, wyrzuciła. Tu już nie wytrzymałem i zwróciłem uwagę. Stanowczo, ale grzecznie, beż żadnych obraźliwych słów. Nie odpowiedziano mi, ale usłyszałem o mnie ciche , raczej złowrogie, komentarze. "Zaraz mu przy...". "Zdzisiu, daj spokój, co się będziesz szarpał, przyjechałeś tu odpocząć".
My z kolegą mieliśmy wtedy dylemat. Właśnie szykowaliśmy się do całodziennej wędrówki, zmienialiśmy buty na "bieszczadzkie", pakowaliśmy niezbędne wiktuały, itd. Jak tu odejść, zostawiając samochód przy tej hołocie ? Wtedy wpadliśmy na pomysł. Niby cały czas szykując się do wędrówki, kręcąc się paracowicie przy otwartym bagażniku, zdjęliśmy kurtki i wtedy można było bez trudu dostrzec, co nam dynda w operacyjnych kaburach pod pachami. Stonka ewakuowała się błyskawicznie, niszcząc mercedesa przy nadmiernej prędkości na wybojach (znacie tę drogę). Zakablowali nas za to w Tarnawie Niżnej (podali też numer rejestracyjny naszego samochodu), gdyż wieczorem, w drodze powrotnej, otoczyli nas panowie z SG. Daliśmy się grzecznie wylegitymować, okazaliśmy pozwolenia i wszystko było okay. Dowódca patrolu, śmiejąc się, opowiedział, że tamto towarzystwo widziało w nas bandytów i przemytników razem wziętych.


Odpowiedz z cytatem