Moi Drodzy, niestety tak się stało. To było tuż przed Kostrzynem. Nie dałem rady TIR-owi Dobrzy, życzliwi ludzie mnie nie opuszczają: dzięki Polej za Twojego Przyjaciela Marka ze Słubic; w Kostrzynie również fantastyczni ludzie pomogli mi znaleźć tani hotelik a w hoteliku panie dały mi zniżkę "za to, że pan idzie..., panie Wojtku". Odpoczywałem całą niedzielę i wczoraj z najpierw lekko bolącym kolanem ruszyłem do Namyślina. Słuchajcie: co za wspaniałe widoki nad Odrą-rozlewiska, ptactwa multum (bieliki, żurawie, bociany, dzikie gęsi i kaczki) a pogoda... .
Niestety moje kolano nie szło w parze z pogodą. Dolazłem do końca etapu czyli Namyślina z wielkim trudem i wobec narastajacego bólu postanowiłem wrócić do Kostrzyna i dojechać do zaplanowanego wcześniej "punktu przeładunkowego" czyli do mojego przyjaciela Tomka w Szczecinie. Dziś, niestety, nie mogę swobodnie przejść kilku kroków i chyba będzie konieczna wizyta u ortopedy. Mam nadzieję, że, jak to mi napisał mój przyjaciel Jan, "dobre emocje wokół twojej wyprawy" pomogą mi ją kontynuować. Wierzę w to mocno!
Dziękuję wszystkim Wam za wsparcie, którego teraz jeszcze bardziej potrzebuję.
"....Bedę żył...." (słowa Rzędziana z "Ogniem i mieczem")