Życie schroniska koncentruje się głównej izbie zwanej czasami jadalnią. To tu można się dowiedzieć jak wygląda sytuacja na szlakach, tu można posłuchać smętliwej gitary, to wreszcie tu można usłyszeć aktualne plotki przy porannej kawie.
*Dowiaduje się więc, że te ryczące skutery na szczytach Rawek to nie SG tylko zwyczajnie "złota młodzież" która w ten oto sposób realizuje własny pomysł na prawdziwą przygodę. A że nie wolno, a że to park, a kogo to ....
*Dowiaduję się równiez że właśnie tej nocy którą tu spedzałem inna złota młodzież w Sanoku rozpędziła Hondę prawie do 200 km/h (4 osoby na miejscu)
*Dowiaduje się ze są chetni do wyjścia na Carynkę.
Skrzyknieta zostaje ad hoc trzyosobowa gruba singli.
Jest wśród nas dziewczyna chodząca samotnie po górach. Słoneczny poranek rozwija przed nami widoki na lekko przymglone gniazdo Tarnicy.
Południowymi zboczami wspinamy sie wspólnie z Przełęczy Wyżniańskiej do góry. Drogę opóźniają zaklete obrazy kolejnych odsłaniających się pasm. Wkrótce osiągamy grań. To czas wzmożonego fotografowania (foto)
Przy kolejnym słupku znakowskazu roztajemy się z naszą studentką która samotnie odbija na Kolibę. A my na luziku schodzimy w strone UG. Jest czas na oglądanie kwiatów (foto) i strumyków które w dole wycinają głębokie jary (foto) a wszystko to przy pełnej aprobacie słoneczka.
W budach u Lacha uroczyście spełniamy toast za spotkanie i rozwiązujemy grupe.
Jadę do Wołosatego dalej podszyty niepewnością czy rajd na który sie wybrałem wogóle zaistnieje. Oczywiście na miejscu nikt nic nie wie.
Zalegam więc. Pozostaje czekanie.
Wyjście planowane było na 18-stą . Pozostało więc trzy godziny.


Odpowiedz z cytatem