Czekam nerwowo spoglądając na czasomierz. Minęła 17-sta.
Jest.
Zajeżdża pierwsza osobówka. Idę po języka. Tak, wiedzą o rajdzie i dla niego tu przyjechali. No to kamień odpadł. Sens dojrzewa.
Za chwile pojawia się bus w wiekszości wypełniony młodzierzą. Wyciągnięta zostaje okolicznościowa flaga na której uczestnicy składają podpisy (foto).
Główny trzon grupy stanowią ludzie gór z Jarosławia. To oni są organizatorami i komandirami. Zaprezentowany zostaje plan i zasady poruszania się.
Na górę ma byc wyniesiona wspomniana flaga oraz specjalne serce (foto) jako symbol pamięci i miłości do naszego papieża.
Ta wspinaczka na najwyższą bieszczadzką górę ma mieć charakter religijny. Tak więc zamiast zabawy i piwa ma dominować refleksja i zaduma.
Ruszamy. Po drodze ma być odprawiona droga krzyżowa prowadzona przez świeckich (przewodników). Ksiądz idzie gdzieś w ogonie i nie przeszkadza.
Pierwsze stacje drogi maja miejsce na polanie. Przed chwilą zaszło słońce , ale jeszcze oświetla masyw Tarnicy (foto) w czasie postoju. Od wschodu wspina się na niebo księżyc który będzie nam towarzyszył w czasie podróży. Jest pełnia.
Zmrok ogarnia nas wokół. Kolejne stacje drogi krzyżowej czytane są w świetle czołówek. Cisza. Niesamowita cisza.
Idziemy w grupie ale tak jakby każdy szedł osobno. Nie ma gwaru, nie ma zgiełku rozmów, co najwyżej delikatne szepty. Ścieżka jest sucha , nie ma tak charakterystycznego blota. Księżyc dość mocno przebija się przez bezlistne gałęzie drzew. Praktycznie można iść przy jego oświetleniu.
Wychodzimy powyżej granicy lasu. Jest śnieg, twardy zmrożony. Tu bedzie ostatnia stacja d.k.
Nad nami olbrzymi masyw góry z widocznym krzyżem.
Ostatni odcinek jest dość intensywny, mamy zdażyc na czas.
Gdy wybija ta pamiętna godzina 21.36 wszyscy stojąc wokół krzyża odśpiewują tak lubianą przez Niego pieśn "Arka".
Krąg tworzony przez ludzi stojących tu i teraz o tej porze łączy nas we wspólnych hołdzie oddawanym temu Wielkiemu Człowiekowi.
Przenikliwy, ujemny wiatr nie pozwala zbyt dlugo siedzieć. A klimat jest naprawdę niesamowity. Pogodna noc, uśmiechnięty księżyc i szczyt góry tak cichej o tej porze.
Podane zostaje hasło do odwrotu i nim północ wybiła byliśmy już we Wołosatym.
Pożegnania i obiecywania że powrócimy tu za rok.


Odpowiedz z cytatem