Fakt nie oddałam. Dzwoniłam do sanockiego muzeum, dla historyków nie mają żadnej wartości.
Co do poszanowania prawa z tym jest ogolnopolski problem. Nigdy nie spotkałam się z agresją czy złym słowem ze strony właścicieli jakiś posiadłości czy gruntów. Czasami nawet na ich prywatny teren wprowadzam grupy. Spotykam się tylko z ludzką życzliwością. Przed laty z grupą byłam w Siarach u pana Brzostowskiego. Był zaskoczony, że przewodnik przyszdł i poprosił o pozwolenie. Spotkaliśmy się z taką życzliwością, że popołudnie spędziliśmy w jego salonie przy herbacie. Nie przeszkadzało mu nawet to, że kiedyś mieliśmy odmienne zdanie. Jeżeli właściciel spotka się z prawdziwym zainteresowaniem to jest w stanie przez kilka godzin poświęcić grupie czas. Ostatnio mieliśmy możliwość zobaczenia już słynnych malowideł w dworku Orzechowskich w Przemyślu. Podobnie z największym rzekomo arogantem w Bieszczadach panem Jastrzębskim. Nie policzę ile razy byłam nielegalnie w Krywce. Ale to na marginesie dyskusji. Żyj i pozwól żyć innym więc przy najbliższej okazji gdy spotkam jakiegoś poszukiwacza to pogadam z nim aby poznać racje drugiej strony.