Przemek, a ja opowiem Tobie, jak to kiedyś z Barszczykiem schodziliśmy z Rawek Działem. Otóż po całym dzionku spędzonym na Wielkiej, która swymi urokami raczyła nas bez ograniczeń i pozwoliła szaleńczym myślom, do tamtej pory głęboko w duszy ukrytym, się wypowiedzieć, i nie broniła się w sobie zakochać do granic możliwości, po całym dniu na szczycie owym leniuchowania i zachłystywania się radością, pora nadeszła na skierowanie się do Wetliny. I wyobraź sobie, Przemku, jak bylismy szczęśliwi, że nas Rawka swymi pięknościami tak długo przy sobie trzymała, gdy schodząc na Małą ujrzeliśmy najpierw wyłaniające się zza zakretu szlakowego dwa korkowe kapelusze, następnie głowy do owych kapeluszy należące, i tułowia...A ręce owych ludzkich korpusów były zakończone ogromnymi siatkami na długich kijach, którymi Ci zacni badacze przyrody (którymi się być okazali) zamaszystymi ruchami połacie traw rawkowomajowych zagarniali, a właściwie nie traw, tylko stworzeń miliony, które na źdźbłach zasiadywały. I dzięki zbieraczom pająków i żuczków, motyli i ważek, na zaliczenie jakoweś z entomologii, czy arachnologii potrzebnych, poznaliśmy czar małego świata w miejscu gdzie jeno przestrzeń nas zachwycała. Piękna to była przygoda owadzia. O motylach z Sinych Wirów już kiedyś wspominałem i w Dwerniku gotowym powtórzyć. Do września!
duszewoj


Odpowiedz z cytatem