Siedząc sobie na ławeczce pod starą lipą i wcinając społemowską bułę zagryzaną kabanoskiem obserwowałem spoczywającego w pewnej odległości Słonia (foto_ 17), przez niektórych zwanego Trumną, a na mapach noszącego jeszcze inne nazwy. Drogą przejechało czarne, terenowe BMW z przyciemnianymi szybami, które na kilka chwil zatrzymało się na wysokości cmentarza. Na szczęcie, podróżujące nim osoby nie chciały zakłócać mi spokoju i nikt nie wysiadł.
Idąc dalej mijałem kolejne krzyże przydrożne (foto_18 ) a w płynącym tuż obok Sanie udało mi się ustrzelić kilka rybek (foto_19). Wkrótce dotarłem do drogi asfaltowej.
Przed hotelikiem w Tarnawie stał parasol reklamujący treść, której byłem bardzo spragniony, serducho więc na ten widok zabiło radośnie! Bar niestety nieczynny z powodu, że zamknięty. Ale, ale! Tuż przy drzwiach dzwonek dla spragnionych tego i owego. Dzwonię więc, dzwonię, dzwonię i .....dzwonię. Nikogo! Nikogo w jednych drzwiach, nikogo w drugich, nikogo na ulicy, nikogo w okolicy. Pustka, kicha, klapa etc. Schowałem więc na miejsce jęzor, otarłem pianę z pyska i ruszyłem niepocieszony w dalszą drogę. Było już późne popołudnie a do miejsca noclegu jeszcze kilka dobrych wiorst. Przed zachodem dotarłem na miejsce. Kurna chata! - Nikogo nie zastałem, ale na szczęście wiedziałem jak poradzić sobie z drzwiami.


Odpowiedz z cytatem