Proponuję nie przesadzać z tą dzikością mustangów, bo niebawem wszyscy będą się ich bali w okolcy. Nie mówiąc już nic o cnotliwych klaczach, które latem zwiedzają Bieszczady pod siodłem...
Proponuję nie przesadzać z tą dzikością mustangów, bo niebawem wszyscy będą się ich bali w okolcy. Nie mówiąc już nic o cnotliwych klaczach, które latem zwiedzają Bieszczady pod siodłem...
Marcin
Najbardziej oswojone konie na wybiegu, w stadzie potrafią odgonić intruza. Najczęściej do ataku rusza najstarsza klacz. W warunkach stadniny prawie nigdy nie ma na wybiegu jednocześnie klaczy i ogiera. Zapytajcie właścicieli stadnin jak konie ustawiają starszeństwo w stadzie. Jak obserwujecie konie hodowlane, właściciel stadniny podchodzi bez obawy do koni. On jest dla stada "przewodnikiem". Spróbujcie podejść z kantarem do obcych koni biegających luzem. Bywa śmiesznie, bywa strasznie. Kiedyś znalazłem się w pobliżu tabunu hucułów. Byłem z psem. Konie psa potraktowały jak zagrożenie. Może przez podobieństwo do wilka. Cudem uniknęliśmy obrażeń.
Marcinie, starzy koniarze wieczorami opowiadają sobie przy piwku jak to gościu jechał na klaczy, a na plecy wskoczył mu ogier. Dość zabawne, ale widziałem popłoch w stadninie, gdy ogier wyrwał się z boksu. Nie było do śmiechu.
W terenie może być jeszcze mniej śmiesznie.
Pozdrawiam
Długi
Hehe. Podobną akcje "testowałem" na hucułach Kija. Konie były spokojne i pies też. Ale raz Brus postanowił sprawdzić je na "setke" - przegonił towarzycho, to było powyżej Latarni, tam jest takie spore osuwisko w stronę Osławy. Nim zareagowałem znikneli mi z oczu za krzakami. Słysze łomot, krzaki się łamią, kamienie obsuwają - myśle, kurde konie pospadały chyba przez tego durnia, Kiju mnie powiesi na latarni (nie wagabundy). Po chwili patrze - z krzaków wypada pies, pędzi na zakrętach jak miś Yogi, prędkość dźwięku, śmierć w oczach a za nim wypadają konie i go gonią. Dobrze że zdążył wyskoczyć za pastuch bo by marmolada została. Krótko mówiąc lepiej z końmi nie zaczynać - nawet jak jesteś owczarkiem :)
oj długi teraz to pojechałeś ;-))))chyba, że u hucułów jest inaczej niż u koni sportowych, bo ja z takimi tylko mam do czynienia od 19 już lat;-)))
ogiera z klaczami się nie trzyma razem z bardzo prozaicznego powodu-żeby się nie pokaleczyły. Natomiast na jazdy często chodzą i panie i panowie (chodzi mi o tych ze wszystkimi częściami ciała) i NIC się nie dzieje nawet jeśli klacze są akurat do krycia. Problem się zaczyna i owszem, jak taki ogier jest wolny-wiadomo, że chce kryć, a chyba każdy wie w jakiej pozycji;-))a więc nie będzie patrzył na taki szczegół jak jeździec na grzbiecie i wskoczy-a oberwać w kręgosłup lub w głowę z takim impetem kopytem...i dziwi mnie, że kogokolwiek taka sytuacja może śmieszyć, bo naprawdę może się skończyć i kalectwem i nawet śmiercią.
Nigdy nie zauważyłam natomiast w żadnym stadzie, żeby mnie konie atakowały, bo piszesz, że one właściciela akceptują, a intruza potrafią odgonić.A ja w bardzo wielu stadach byłam intruzem, bo robiłam zdjęcia i nie teleobiektywem, a więc często muszę podchodzić bardzo blisko.Co do kantarów to zależy gdzie-jedne dawały sobie kantary zakładać a inne choćby były w pojedynkę nie, bo wiedzą czym się to kończy. Jeśli koń ma dobre wspomnienia daje się złapać bez problemu. Psy i owszem były atakowane-na właśną prośbę, bo jak podbiega taki szczekun i chwyta za pęcinę to każdy by się wkurzył.
Hucuły jako konie pierwotne mają te instynkty wyostrzone dlatego tak się zachowują. U nas w zeszłym roku wilki rozszarpały źrebaka w stadzie koni sportowych-one mimo, że w kupie miały taki instynkt , że uciekały, a źrebak jako najwolniejszy został skonsumowany. U hucułów by to nie miało miejsca-zbiłyby się razem w środku chroniąc źrebięta--chyba;-) tak czytałam, nie wiem czy tak potrafią, może też te ich zachowanie jest wyidealizowane i też by poszły w dłuuuugą?w końcu koń w genach ma ucieczkę.
"...Lecz ja wrócę tu, będę w twoim śnie.
Nikt nie zabroni nam śnić..."
Bogdan Loebl
..co racja to racja Orsini.. co do obrony przed atakiem i zbijaniem się.. to raz coś podobnego widziałem niedaleko Odrzechowej... więc chyba prawda... ale nie za każdym razem, bo uwielbiają biec.. i dobrze im to wychodzi ...
Nie wiem jak jest w innych stadninach koni huculskich, ale w tej którą odwiedzam, klacze pasą się razem z ogierem puszczone luzem na bezkresne łąki. Ogier nie jest agresywny nawet kiedy pod jego nosem dosiadamy klaczy. Podchodzi bardzo blisko i przeszkadza (plącze się pod nogami:)), czasem trzeba go odgonić, ale nic więcej. No chyba, że jest nietypowy...Natomiast niebezpieczne to są źrebaki, które nieodstępują matek. Nie dość, że podczas jazdy w terenie zabiegają drogę, plączą się pod kopytami, to jeszcze wierzgają. Klacz, którą dosiadałam, w galopie dostała prosto w zęby od swojej pociechy, która zabiegła nam drogę - nie dość, że galop był co chwilę przerywany, to na dodatek prawie wyleciałam z siodła przy tym strzale![]()
"Wariat to członek jednoosobowej mniejszości"
Może desperuję, a może nie. A co się stanie, jak będę sobie samotnie cwałował w miejscu gdzie zrobiłem to zdjęcie i napatoczy się jakaś Straż /nie mam tu na myśli Pożarnej/? Mogą nie uwierzyć że koń był taki szybki, że się spode mnie wysunął i popędził.
Pozdrawiam
P.S
Liczyłem w sobotę na spotkanie z Tobą i Twoim Piesem.
bertrand236
Dzielne koniki
http://www.nowiny24.pl/apps/pbcs.dll...ZADY/911512987
5 czerwca 2008 - 13:26
Dzikie konie przepędziły niedźwiedzia
Żyjące na wolności w nieistniejącej wsi Radziejowa koniki polskie przepędziły wygłodniałego 200-kilogramowego niedźwiedzia.
- Czegoś takiego jeszcze nie widziałem - mówi Ryszard Paszkiewicz, nadleśniczy z Baligrodu.
Brunatny olbrzym chciał dostać się na karmisko dla dzików. W pobliżu pasły się konie, a nieopodal na ambonie siedział nadleśniczy.
- Kiedy niedźwiedź zbliżył się do koni, byłem pełen obaw, że któregoś poturbuje albo nawet zabije - opowiada Paszkiewicz. - Nagle z zarośli wyskoczyły trzy ogiery i pognały w stronę miśka. Ten nawet nie próbował stawić im czoła, tylko w mgnieniu oka zawrócił i uciekł do lasu.
Musiał być jednak głodny, bo nie zrezygnował z próby przedostania się na dzicze żerowisko.
- Wyszedł z drugiej strony, ale i tym razem czujne koniki natychmiast zareagowały - mówi nadleśniczy. - Kilka z nich ruszyło z impetem na przeciwnika, więc biedak znowu musiał salwować się ucieczką.
Pierwsze koniki polskie sprowadzono do Radziejowej jesienią ub. r. z Nadleśnictwa Tuszyma. Kilka miesięcy spędziły w zagrodzie adaptacyjnej, a niedawno część z nich wypuszczono na wolność. Ich obecność w Radziejowej i okolicy ma zapobiegać zarastaniu gruntów rolnych krzewami i drzewami. Już teraz widać efekty - trawa jest "wykoszona” lepiej niż przez owce czy mechaniczne kosiarki, a jednocześnie w lesie koniki w ogóle nie zgryzają istniejących drzew.
- Początkowo mieliśmy kilkanaście koników, dzisiaj jest ich już 49 - cieszy się Ryszard Paszkiewicz. - Od lutego przyszło na świat 15 źrebiąt, a wkrótce jeszcze ich przybędzie.
KP
Pozdrav
"dosyć często rozważam co jest warte me życie?...tam na dole zostało wszystko to co cię męczy ,patrząc z góry w około - świat wydaje się lepszy.."
Pozdrawiam Janusz
W ramach rekreacji dziś w robocie z kolegą zrobiliśmy małą galeryjkę poświęconą konikom. Zapraszam do kuknięcia: http://www.balig.yoyo.pl/konik/
Marcin
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)