Nie były w zoo, biegały na wolności, jeno w Holandii trudno o równie rozległe tereny.
Z tego co mi rodzina opowiadała, bo w ichniejszej prasie było swego czasu o tym głośno, to były na jakiejś wyspie, czy cóś...
Nie czuję się na siłach, by bronić, czy oskarżać ludzi pracujących w nadleśnictwie, ale jak sądzę, to choćby elementarnej wiedzy im chyba nie można odmawiać.
Co do zniszczeń, to pan Paszkiewicz sam nie wiedział jakiej będą skali - eksperyment, no nie
Na pewno korzyść przyniosły jakąś dla gminy, bo stojąc tam na rozdrożu i czekając na pomoc drogowąbyłem nagabywany przez pasażerów bodajże 4 aut o to, gdzie te koniki można zobaczyć.
Czy to wiele? pewnie nie, ale nie można wszystkiego przekładać na wymierny zysk.
W rozmowie niegdyś wspomniany "Nadleśniczy bez elementarnej wiedzy" przyznał, że szuka informacji na temat tych koni, szukał chyba jakichś kontaktów z ludźmi zajmującymi sie takową hodowlą, ale chyba był z tym kłopot - znaczy się, że trudno znaleźć specjalistów w tej dziedzinie. Szkoda, że wcześniej postów nie pisałaś, to można by Cię polecić
Nie mam wiedzy na ten temat - Ty przyznajesz, że też w sumie specjalistka nie jesteś, więc może nie wyciągajmy armat...szczególnie że sprawa takiego kalibru nie wymaga.
Są koniki, może ich nie będzie, może zapędzą je do zagrody...świat się nie zawali.
A na pewno nie można nikomu tam zarzucić znęcania się.
Były pod opieką, w przypadku konieczności mogły liczyć na dokarmianie itp....podobnie jak setki tysięcy innych zwierząt.
Jeśli jesteś tak wyczulona na los zwierząt i traktowanie konika polskiego w Tyskowej, czy Radziejowej jest wg Ciebie znęcaniem się, to chyba na wieś nigdy nie jeździsz, bo w przeciwnym razie oznaczało by to dla Ciebie stan przedzawałowy każdorazowo
Pozdrawiam:)



Odpowiedz z cytatem