Derty: "Ale nie o to chodzi. Tylko o to, że po kilku zdaniach odpływam ku górskim dziedzinom, ku obrazom, wspomnieniom własnym, planom na przyszłe wędrówki. Jego słowa budzą obrazy, dźwięki, zapachy."

Jakiś czas temu nabyłam wspomniane tomy opowiadań. Przeczytałam część. Wczoraj, przed snem wyjęłam z półki książkę i położyłam pod łóżkiem, by z rana bez wstawania mieć ją pod ręką, co stało się już sobotnią tradycją – uwielbiam rozpoczynać sobotni ranek w łóżku z Krygowskim. Zakładka wypadła z książki. Nie chcąc ominąć ani słowa, czytam niektóre po raz drugi. Postanowiłam podzielić się opinią tu na forum ale widzę, że Dziabka i Basia Z już wyraziły dokładnie to, co chciałam napisać –to niesamowite. Teraz czytam, notuję, zaznaczam cytaty, by wracać do nich przy różnych okolicznościach.

Krygowski zachwyca. Bazia Z kilka lat temu pisała tu na forum, że zadziwia ją, że autor uchwycił refleksje, wzruszenia, które pojawiają się u turysty także dwa pokolenia później. Ja mogę dodać, że i następne pokolenia odnajdują w tych wspomnieniach swoje refleksje, wzruszenia związane z górami i także zadziwia ich, że wspomnienia z siedemdziesiąt, osiemdziesiąt lat temu, przed wojną, są jakby cały czas żywe i sami często mamy podobne podejście i miłość do gór. Nie ważne jakich. Czytając wspomnienia Krygowskiego, czasem mam wrażenie, jakby miały one charakter oniryczny –autor kilkakrotnie cofa się w czasie, jest jednocześnie w kilku miejscach na raz. Na przykład pisząc te opowiadania w latach osiemdziesiątych przypomina jesień podczas której wspominał czasy sześćdziesiąt lat temu czy opisuje wędrowanie po Gorganach, podczas którego wielokrotnie nasuwały mu się wspomnienia z Halicza i Rozsypańca dodając, że momentami bardziej czuł się jakby był w tej chwili na Haliczu niż Gorganach. Wspominając Karpaty Rumuńskie wplata momenty z Beskidu Żywieckiego. Myślę, że dzięki temu łatwiej jest utożsamić się z autorem, że nie jest istotne czy jest to szczyt ten czy tamten, istotna jest pasja i miłość do Karpat, jakie by one nie były, to przecież zawsze chodzi nam o to samo, bez względu na to czy są to Bieszczady czy Gorgany, czy inne Tatry.

Dość poruszyła mnie dyskusja jaką miał Krygowski wraz z przyjaciółmi na Furatyku w Połoninach Hryniawskich w roku 1938:

Mówiliśmy o szlakach do nowych schronisk i dyskutowaliśmy, czy w ogóle w tej części gór należy wytyczać znakowane ścieżki. W tym czasie dojrzewał do rozstrzygnięcia dylemat: uprzystępniać góry czy je zostawić w nie zmienionej postaci. Stare jak świat pytanie, zawsze na czasie i zawsze spóźnione.

Skoro już przed wojną ludzie mieli takie refleksje, to co by Krygowski powiedział dzisiaj? A co powiedziałby za 20 lat?

Bądź inny cytat dotyczący eksploatacji gór, rok 1945, Alpy Włoskie:

(…) czy młode pokolenie zdobywców może uchronić się przed lekceważącym stosunkiem do gór, z których wygnano już ostatnią tajemnicę?