Zaleta ludzi madrych jest skromnosc. Dobrze ,ze wielu takich ludkow jest na tym forum. Duszewoj nie gniewaj sie na Barszczyka, on nie moze juz doczekac sie kiedy wyruszycie w gory. Wiec, wkuwaj bracie i wyruszaj !!!
A tak w przerwie, zeby nie pokrecilo Ci sie w tych wszystkich anatomicznych szczegolach, poczytaj moje wspomnienia.
|Jestem juz dama z mocno siwym wlosem, ale dusza bieszczadzka zostala na szczescie ta sama i rwie sie do Bieszczad i na to Wasze forum.
Dwadziescia lat temu w stanie wojennym jezdzilismy w nasze kochane gory. To nie to co teraz, ulubione pierozki Duszewoja, bieszczadzkie smakolyki. W tych czasach sklepy, bary swiecily pustkami. Czesto naszym miejscem docelowym byl Chrewt niedaleko Ortytu. Spotykalismy sie tam cala paka latami. Ludzie z calej Polski rok rocznie gnali tam po sesjach egzaminacyjnych, po roku ciezkiej pracy jak po worek zlota. Nie mielismy internetu, wiec nasze spotkania musialy nasycyc nas na nastepny rok. W Chrewcie stala sobie mala budka " u Zyda", ktora byla miejscem spotkan, rozrywki, historii, wymiany towarowej. Mimo ,ze nie bylo w niej prawie nic ( tylko papierosy na kartki), to od samego rana bylo tam dosc tloczno. Jezeli plecak twoj swiecil pustkami i juz zapasy wszelakie zostaly wyczerpane, pod budka bylo wszystko. Mozna bylo zamienic sie kartkami na papierosy (w wypadku abstynentow) na puszke jakiejs glowizny w sosie wlasnym czy gulaszu. Palacze papierosow jak nie mili co palic, gonili na Otryt na grzybobranie i zamieniali kozaki, maslaki za paczke sportow. Szczytem szczescia bylo, kiedy to ujrzelismy "zyda" wlasciciela budki, jak wiozl beczki z piwem. Wtedy kto zyw biegl po swoje najwieksze naczynie jakie mial w namiocie ( wiadra, miski, nawet miednice do mycia ) i ustawial sie w kolejce. W ciagu kilku sekund beczki byly oproznione. I zaczynala sie fiesta, ktora trwala do rana. Wtedy przy dzwiekach kilku gitar, w blasku kilkudziesieciu ognisk witalismy wschod slonca nad Solina. Historyczna postacia Chrewtu byl stary szeryf, ktory czesto nam towarzyszyl. Opowiadal nam o swoim zyciu, o bieszczadnikach, byl nasza legenda. Nigdy nie roztawal sie, ze swoim wytartym skorzanym kapeluszem , czasem jak przespal noc gdzes tam w trawie, zawsze pierwsza rzecza co sprawdzal to byl kapelusz. Opiekowal sie mala zatoczka kilka kilomertow od Chrewtu , gdzie zawijali czesto zeglarze z calej Soliny. Po jego smierci nazwano ja zatoczka u Szeryfa.
Mysle ,ze udalo mi sie na chwile oderwac Cie od nauki. Pozdrowienia dla wszystkich, udanej sesji.Dorota


Odpowiedz z cytatem