Nie piszę tego tak sobie, sporo głupoty już widziałem w Bieszczadach ze strony turystów. Opisałem kiedyś na Forum, że wyskoczyłem tak na szybko z Prełuk nad Jeziorka Duszatyńskie i kiedy już zaczynałem wracać to zobaczyłem jak matka poganiała gromadkę kilkuletnich dzieci by szły szybciej, ostatnie szło tak z 50 metrów w tyle, wszystkie w cienkich gumowych klapkach, w podkoszulkach, bez nawet jednego plecaczka. Blisko przecież! Panią ostrzegłem, że zanosi się na burzę, ale ona jednak widząc bliskość jeziorek postanowiła tam dojść. Te dzieci z tyłu czasami nawet szły na bosaka na paluszkach, bo było im w klapkach niewygodnie a bez kuło w podeszwę. Ja ledwo gdy doszedłem do samochodu to nastąpiło godzinne oberwanie chmury. Ściana deszczu!
Tej pani nikt nie uświadomił a może ktoś powiedział, że w klapkach wszedł na Chryszczatą więc co to dojść nad Jeziorka Duszatyńskie, przecież to blisko więc po co brać coś więcej. Dzieci z mamą przeżyły wakacyjną przygodę... prawda?
Gdy pytałem się dziewczyny ze złamaną nogą na zejściu z Rawek, dlaczego poszła w góry w PPG-ach? z głupoty... nie zdawałam sobie sprawy... miała natomiast atrakcję lotu helikopterem.
Hardcorowi turyści później się mają czym pochwalić. Ja sam zapewne też bym wszedł na każdy szczyt w Bieszczadach w japonkach tylko po co? I czy to dodałoby mi splendoru? Hardcorowcom polecam Bieg Rzeźnika (ten wydłużony).