Moje tez byly fajne ale tylko przez pierwszy sezon. Potem wyszly z nich gwozdzie i byl w srodku jez- nijak to bylo mlotkiem wklepac spowrotem no bo jak wziac owym mlotkiem zamach w srodku buta? zatem po tygodniu przyjazni z gwozdziami trampki zakupione na bazarze w Ustrzykach Dolnych byly szczytem luksusu i w nich chodzilam kolejny miesiac bo bieszczadzkich okolicach
"ujrzałam kiedyś o świcie dwie drogi, wybrałam tą mniej uczęszczaną - cała reszta jest wynikiem tego, że ją wybrałam.. "
na wiecznych wagarach od życia...
czyli nie nadajesz się na fakira (fakirkę ? )ale przypomniałaś mi , ze miałem podobnie ! na jedną z pierwszych łazęg bieszczadzkich zabrałem , znalezione w przepastnej szafie , narciarskie buciory Mamy (jakiś model z lat 50 ) . Poradziłem sobie robiąc wkładkę ze znalezionej tektury. Z tym, że owa tektura przyklejała się z czasem do skarpet....
![]()
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)