Lucynko, Jabol ma chyba rację. Najwięcej po Bieszczadach chodzą ci, którzy tam mieszkają, a do pracy najlepiej nadają się gumofilce.
Sam zakładam to wyczynowe obuwie, a jak się człowiek przyzwyczai, to śmiga jak w pantoflach. Trzeba tylko kupić ciut większe, żeby była wentylacja i żeby zimą można było włożyć grubszą skarpetkę.
Buty Polsportu? Mam je do tej pory (około 25 lat). Jeżdżą w bagażniku i jak trzeba to mi służą. Pocerowane, poklejone (dobrze, że jest Cyjanopan), bez konserwacji. To są buty!
Skoro wspominamy dawne marki, to kto pamięta buty o nazwie pionierki. Zdaje się, że jeszcze gdzieś w mojej piwnicy się poniewierają.
Tak naprawdę, jak stopy są zahartowane, to nie są potrzebne żadne puchy ani wkładki. W Tybecie chodzą po śniegu i kamieniach boso. Nie polecam tego, ale czy nie daje to do myślenia?
Na przyszły weekend jadę w góry, niestety nie w Bieszczady. Będę wprowadzał w turystyczne arkana najmłodszą latorośl. Ponieważ jeszcze rośnie, więc pójdzie w zwykłych adidasach. za to z plecakiem i zapewniam, że nie będzie to plecak do trekingu (przepraszam, jeśli poprzestawiałem literki).
Pozdrawiam Wszystkich, którzy nie śmiecą w górach (Hałas to też śmieci).


Odpowiedz z cytatem