Też miałem kilka par butów i do obecnych dojrzewałem doświadczeniami i niedostatkami poprzednich. Bieszczady to góry ze zmiennym podłożem i warunkami atmosferycznymi i aby mieć jedne buty, trzeba zastosować swoiste Wash & Go. Uważam za najważniejsze w butach to by predatory były samoczyszczące się czyli nie trzymały gleby po oderwaniu nogi od niej, by trzymały się na pochyłościach i żeby się szybko nie ścierały, skorupa głównie by nie piła wody czyli jak najmniej szwów, wg mnie najlepiej skóra odpowiednio impregnowana i z wysciółką, która pracuje na tyle by zmiana kąta piszczela do stopy nie czula oporu na tyle że o niej się myśli, teraz dochodzą już wynalazki gdzie wyściółka potrafi w jakiejś formie odprowadzać powietrze z przestrzeni pomiędzy nogą a butem. Nie dowierzałem w to ale teraz zwracam honor wynalazcom tego patentu. Górna półka butów to buty gdzie firma pakuje w naukowców sporo kasy w badania i polepszania komfortu, dlatego za wszelkie te patenty i wynalazki się płaci. Te patenty i wynalazki trzeba też dopasować do swojego chodzenia i spostrzegania komfortu. Moje obecne buty dają mi komfort że mam stopę z odczuciem wietrzenia (dochodzą tutaj też patenty skarpet), nie przesiąkają (chyba że chodzę po wodzie głębszej niż granica skorupy, mamm komfort w zmianie kąta stopy do piszczeli, nie odwiązują się, błotko całe wychodzi z predatorów gdy podnoszę nogę, trzymają się pochyłości. Same nie chodzą, ale ten patent mi nie jest potrzebny :). Każdy ma swoje doświadczenia i każdy coś innego dobiera pod siebie. ja trafiłem na swoje buty i raczej będę się ich trzymał.... chociaż jak wiem jest w firmie zespół ludzi co już pracuje nad ich polepszeniem. O marce i nazwie nie wspomnę bo to nie ma znaczenia. Tyle :)


Odpowiedz z cytatem