Milety bezmembranowe wytrzymały mi prawie sześć lat ostrego łążenia. Solidne, mocne i twarde. Przy dobrej impregnacji niebardzo chciały przeciekać. W zasadzie sama skóra, minimalizm szwów, niewielkie ogómienie nosków. W końcu mi popękały na zgięciach, ale dalej się da w nich chodzić... No i jest co wspominać.
Tanie treki Wojasa - wygodne, ale bardzo delikatne, buty na jeden rok (sezon wiosna-lato-jesień).
Teraz łażę w Prabosach. Nie impregnuję, nie myję, często przemaczam w błocie, na bagnach i w potokach. Żywotność przy codziennym użyciu, bez dbania o nie oceniam na 1,5 - 2 lata, czyli całkiem nieźle.
Poza tym nie ma buta na każdą okazję, jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego. Najlepiej mieć przy sobie jakieś solidne pułbuty, mocniejsze trzewiki i parę gumaków - czyli coś odpowiedniego na każdą okazję. Interes nie polega na tym by w ciepłych trzewikach latem urządzić laboratorium mikrobilogiczne i obserwować ewolucję świata mikrobów.
Odnośnie śliskości to Vibram jest zawsze śliski - nie wiem Lucyna, gdzie Ty widziałaś nieśliski...
Bardzo wygodne do wiosenno-letnio-zimowego chodzenia gdy jest sucho są zwykłe skórzane półbuty np. Wojasa. Nie przesadzajmy z tymi tzw. trekami bo to jest dobre dla snobów, którzy przyjeżdżają w Bieszczady i łamią sobie członki przy pierwszym spacerze, albo się gubią w górach, w których zdrowy na umysle przedstawiciel Homo sapiens nie powinien się zgubić. Również podeszwy stosowane w niektórych lżejszych butach są stosunkowo mało śliskie chodź bardziej ścieralne.
Dobre jest to w czym się dobrze łazi, każdy ma trochę inne preferencje. Buty należy wybrać tak, żeby się nam dobrze w nich chodziło, a nie, że ktoś mówi, że te są najlepsze, a te najgorsze, bo to zazwyczaj g... prawda. Zawsze można znaleść jeszcze większy szmelc lub pełen wypas.


Odpowiedz z cytatem