wyszło na to że tylko ja jadę stopem, a tylko Wojtek zabiera...
Dzień wcześniej (przed powyższą historią) idę sobie drogą. Mijam niewielką, pozornie mało znaczącą krzyżówkę, nastawiam ucho, coś się toczy z górki, wprost na mnie. Biały maluszek. Okazało się, że to kolega Żubr jechał do pobliskiej miejscowości na zakupy. Zabrałem się z nim, poznałem wtedy koleżankę Tereskę, no i dowiedziałem się że w Bieszczadach maluchy mają bagażnik z przodu i z tyłu.


Odpowiedz z cytatem