19 czerwca 2008 - 0:01
Ukraińcom nie zależy na przejściach granicznych w Bieszczadach
Nie powstanie żadne z planowanych w Bieszczadach przejść granicznych z Ukrainą. Nasi sąsiedzi się nie spieszą, bo... nie zależy im na tworzeniu niewielkich przejść.
- Ukrainę interesuje budowa takich, na których mogłyby być odprawiane duże ciężarówki i TIR-y, a nie tylko samochody osobowe i busy - twierdzi Wiesław Bek, rzecznik wojewody. - Plany odnośnie do przejść Żurawin-Boberka w gminie Lutowiska i Bystre-Łopuszanka w gm. Czarna tego nie przewidują.
Tymczasem mieszkańcy przygranicznych terenów z niecierpliwością czekają na podniesienie szlabanów. Ci, którzy liczyli na otwarcie choćby jednego przejścia w Bieszczadach jeszcze przed Euro 2012 (np. Żurawin-Boberka), srogo się zawiodą.
Nawet gdyby Polska miała pieniądze na drogi, budynki itp. i zdążyła z pracami, po drugiej stronie granicy nie będzie łatwo.
Według wstępnych szacunków, tylko remont 25-kilometrowego odcinka ukraińskiej drogi z Boryni do Boberki pochłonąłby 100 mln hrywien (ok. 50 mln zł).
- Jakoś trudno uwierzyć, że prędko zostanie pobudowane - mówi Walentyna Pronio, 20-latka z Boberki. - Dużo Polaków chce zwiedzać nasze góry, więc moglibyśmy na nich zarabiać. Mam sklep, ktoś inny zbudowałby pensjonat, jeszcze inny bar. Przestalibyśmy wreszcie biedować.
Krzysztof Potaczała