Samotnicy w górach...to jest najbardziej ekscytująca forma turystyki, jak dla mnie. Czasem lubię też samemu gdzieś poleźć i zagubić się w krzaczorach. Jednak nigdy nie miałem okazji szwendać się tak w UA lub innych dzikich jeszcze górach... Nie mówiąc o odmrażaniu się po nocy na nartach. U nas to już tylko namiastka dzikości i osamotnienia. Jakiś czas temu polazłem pożegnać się z dzikością pasma Kamienicy w Izerach (planuje się bowiem ucywilizować je za wszelką cenę). I cóż... po trzecim, czy czwartym 'ataku' crossowców na jakiejś ścieżynie wróciłem do domu zniesmaczony. Dzikości już nie było:/ Sport i rekreacja na modłę toru żużlowego górą...
Może czas pozwoli na taki samotny wypad gdzieś w Karpatach? Może tam jeszcze nie tułają się chmary zidiociałych młodzieniaszków na crossach lub skuterach?
Pozdrawiam,
Derty