Miałam w górach trochę trudnych przeżyć, ale takiego to nie.
Najgorzej było chyba kiedyś (ponad 20 lat temu) kiedy w rumuńskim Retezacie idąc sama bardzo dziką doliną (zawaloną niemal w całości drzewami) wpadłam do głębokiego dołu pomiędzy korzeniami. Byłam sama, nikt nie wiedział gdzie jestem, było to na długo przed epoką telefonów komórkowych.
Ale pomyślałam sobie - "co - ja mam tu zostać !", zmobilizowałam wszystkie siły i wylazłam z tego dołu.
Potem dalej szłam już środkiem potoku.
Od tej pory nie bardzo lubię chodzić po górach sama (chociaż czasem miewam nastrój na samotną wędrówkę), a również boję się o swoich bliskich i przyjaciół, którzy chodzą po górach sami.
Oczywiście to nie ma nawet porównania do przeżyć autora opowiadania.
Jak to czytam cały czas myślę o trójce młodych ludzi, którzy w o kilka stopni wyższej temperaturze zamarzli kilka dni temu pod Mont Blanc.
Pozdrowienia
Basia



Odpowiedz z cytatem