Buba - zupełnie nie zgadzam sie z Tobą.
Zupełnie co innego bieda i ewentualnie dziurawe drogi ale powiązane z ogromną życzliwością tamtejszych mieszkańców, a co innego prymitywne chamstwo, jakie ma miejsce na granicy w Medyce.
Na to nie ma mojej zgody !
Na dodatek takie zjawisko ma miejsce tylko i wyłącznie w Medyce, niedawno przekraczałam granicę Słowacko-ukraińską w Czopie i było grzecznie, uprzejmie i szybko, dokładnie tak samo w Sygecie Marmaroskim-Sołotwinie (UK-RO).
To ze w Medyce jest chamstwo na pewno nie zmieni tego, że nadal będę jeździć na wschód, ale będę świadomie wybierać inną trasę. Ze Śląska łatwiej mi przez Słowację.
Granicę ukraińsko-polską w Medyce przekraczałam pod koniec lipca wracając z Gorganów.
Kolejka jest koszmarna, ciągle z boku przez płot podchodzą podpite osobniki typu abs.
Dodatkowo ukraiński celnik żądał aby osoba z plecakiem stojąca grzecznie w kolejce przepuściła przed siebie "mrówki", bez plecaków.
Spotkałam się z tym zarówno ja, jak i osoba, która przekraczała granicę jakieś 3-4 tygodnie później ode mnie (około 18 sierpnia). Nie trzeba chyba pisać, ze wycofanie się na bok, w sytuacji, kiedy w wąskim przejściu pomiędzy barierkami tłum ludzi napiera na plecy jest bardzo trudne.
U mnie skończyło się tym, ze 17-letnia dziewczyna (uczestniczka obozu) została przepchnięta przez napierający tłum i dosłownie wpadła pod nogi owemu celnikowi, który się na nią wydarł i odesłał na sam koniec kolejki. Jako osobę niepełnoletnią nie mogłam zostawić jej samej, czekaliśmy na nią zaraz za "budą" i w konsekwencji pouciekały nam wszelkie połączenia.
W drugim wypadku skończyło się tym, że tłum tak przyparł do barierki usiłującego się wycofać turystę z plecakiem, że ten zaczął wymiotować i tracić przytomność (był trzeźwy). Dopiero wtedy ludzie się opamiętali.
Również kiblowanie w autobusie kursowym 8 godzin (tak wracał Kuba) to też ponad moją wytrzymałość. Kuba jest chyba bardzo cierpliwy.
Ja dziękuję za takie przejścia.
A przecież to wszystko na prawdę można usprawnić i to stosunkowo niewielkim kosztem.
Czasem mam wrażenie, ze ukraińscy celnicy/pogranicznicy usiłują za wszelką cenę pokazać jaką to władzę oni mają nad tym "motłochem".
Co do szlaków - to się w ogóle nie wypowiadam, bo akurat ja zdecydowanie wolę góry całkowicie bez nich (ze względu na obecność innych turystów), ale w sumie szlaki to mi też aż tak bardzo nie przeszkadzają.
Niemniej zwykle bywa tak - tam gdzie są szlaki tam jest i "stonka".
Pozdrowienia
Basia



Odpowiedz z cytatem