Mnie też, chociaż na szczycie Sywuli też są już śmieci.
Właśnie wróciłam z Gorganów.
Mieszkaliśmy "na dole" w Osmołodzie. Tego klimatu nie da się opisać.
Oto co "padło" w czasie ostatniego tygodnia:
- niedziela - przełęcz Płyśce, Grofa i staw Grofecki oraz powrót ok 10 km
drogą, (ok 1000 m deniwelacji, piękna słoneczna pogoda, duży upał).
- poniedziałek - Wysoka i Ihrowiec, (ok 1100 m deniwelacji, wyjście rano we
mgle, potem piękne widoki, mgła podchodząca z jednej strony pod grań).
- wtorek - Sywula (ok. 1100 m deniwelacji, podejście na szczyt bardzo ładną,
niebanalną i nieznakowaną trasą - trawersem Sywuli), Łopuszna, Borewka
(bardzo silny wiatr, ładne choć nieco zamglone widoki).
- środa - w deszczu i burzy podejście na ładną polankę pod pierwszy
wierzchołek Arszycy i zejście na północ, trochę zwiedzania (rezydencja
metropolity Szeptyckiego), około 700 m deniwelacji. Spod szczytu
zawróciliśmy z powodu burzy.
- czwartek - Pietros, Wierch Koretwina i Popadia, zejście tą samą trasą, (w
sumie około 1500 m deniwelacji, bajeczna widoczność). Widok był
zachwycający. Widać było m.in. Czarnohorę, Kostrzycę, Popa Iwana
Marmaroskiego a drugiej strony - Pikuj.
- piątek - "lajtowa" wycieczka na maliny po wyrębach w okolicach Osmołody,
potem pluskanie w rzece - upał, słońce (około 500 m deniwelacji).
- sobota - przejazd do Lwowa, zwiedzanie centrum (w tym katedra polska,
katedra ormiańska, kościół Dominikanów, cerkiew Uspieńska, kościół
Karmelitów Bosych, katedra unicka św. Jura) potem pod wieczór - Wysoki
Zamek, dobry obiad, lody i mołdawskie wino.
- niedziela - cmentarz Łyczakowski oraz skansen (ekspresowo w 2 godz.),
Bardzo się cieszyłam, że wreszcie udało mi sie dotrzeć do skansenu we
Lwowie. Zaiste wart jest zwiedzenia, szkoda że mieliśmy na to mało czasu.
Cerkwie w skansenie - przepiękne, zwłaszcza ta z Turki.
Muszę tam wrócić.
Wróciłam do domu dziś o 5 rano.
Pozdrowienia
Basia



Odpowiedz z cytatem