Byłem w Bieszczadach w podobnym terminie co Dorota i tak się złożyło, że przez kilka dni koczowałem w Dwerniku. I mam wrażenie,że przynajmniej część bywalców, z braku "Piekiełka" przeniosła się do baru "Pod blachą". Ten bar to wprawdzie zwykła drewniana buda obita blachą i do tego czynna tylko w sezonie, a z posiłków można tam było dostać tylko zupę chmielową ale co wieczór gromadził się tam niezgorszy tłumek zarówno miejscowych jak i przyjezdnych, których zachowania nie miały nic wspólnego z komercją. Spędziłem tam kilka przyjemnych wieczoro-nocy. A "Piekiełko" rzeczywiście zamknięte na głucho.