Cz. II
Nawet fajnie się spało, deszcz zmył komary z szyby. O 10 było już cudnie. Prawdziwe lato wykluło nam się. Mgły opadły. Co za zapachy powiały z lasu!!! Jagody - można siedzieć w jednym miejscu i pół godziny się objadać. Czujecie ten smak? A poziomki, same się w ustach rozpuszczają. To trzeba spróbować. Niestety żmije też obrodziły (Musicie drodzy bieszczadzcy turyści uważać szczególnie na nasłonecznionych polankach!!!). Już myślałem, że pech odszedł wraz z deszczem, bo się nie uaktywniał. Ale nie, on przeszedł na Szymona - syna naszych przyjaciół. Złapał Go w postaci bólu zęba. Zanim tabletka zaczęła działać była 16. Pojechaliśmy we czwórkę do Dwernika. Dorota - mama Szymona, moja żona i ja (skład istotny w dalszej części). W Wetlinie nawet późną jesienią nie widziałem takich pustek. Autobusem z Sanoka przyjechał tylko kierowca. Widocznie jeszcze nie czas.
W Berechach Górnych zatrzymała nas S.G. do kontroli. Drogę do Dwernika znałem, ale jej stan się pogorszył i najepszym pojazdem jest rower terenowy (proszę nie dokonywać porównań tej drogi z drogą opisaną w czI). Na szczęście jedzie się z góry. Wreszcie jest!!! DWERNIK! Ale gdzie ta knajpa. Jest. Po lewej stronie szosy "gustowny" budynek w stylu GS. Po jednej stronie bar, po drugiej sklep. Przed barem nowiutkie ławy, jeszcze drzazgi wystawały. Nie ukrywam, że zaglądałem w oczy sprzedawczyni i miałem wątpliwości, czy to tu. Wzrok miała piękny, oczy ciemne. Wzięliśmy coś do picia. Siadamy na owych ławach. Obserwujemy. Obok stoją piękne duże drzewa, pod nimi leżą panowie. Śpią. Szymon pyta na głos czy oni śpią, bo są zmęczeni, czy są pijani. W tym momencie przypomniałem sobie słowa Kassandry. Nic nie dodam. Pod drzewami miejsc wygniecionych było więcej. Nagle przed sklepem pojawiła się Pani, reperowała parasole reklamowe. Spojrzałem jej w oczy, wiedziałem już że to tu.... Niestety jeden Pan się obudził, klęknął i się zaczęła.... Byłem z dzieckiem i kobietami, czas było kończyć inspekcję. Jakoś nie wsmak nam były pierogi. Czekały na nas konie na Strzebowiskach i chłopaki z Leska mieli przyjechać. Potem kiełbaski, ognisko....
Podsumowanie
Stały Bywalcze. Miałeś rację - piątki pewnie byłyby lepsze. Może miejsce na spotkanie niezłe, ktoś powie że lepsi miejscowi co śpią w krzakach, niż wrzeszcące punki w Wetlinie, ale ja znam miejsca bardziej nastrojowe, również bieszczadzkim duchem przepełnione. Może ktoś z forumowiczów będzie tam i również opisze swoje wrażenia.
To tyle mojej relacji. Warunki do łażenia idealne, powyżej granicy lasu wiatr przecudnie łagodził żar, lejący się z nieba. Widoki piękne, woda w Solinie w normie, ryba bierze - nic tylko wracać.
Szaszko - przesyłam pozdrowienia od Starych Bieszczadników.
Czekają na Ciebie we wrześniu.
J.Lupino


Odpowiedz z cytatem