Ja pamiętam Michniowiec bez prądu,nie było więc lodówek,pralek,radio na baterie.Mleko,zanim trafiło do zlewni,chłodziło się w studni lub strumieniu.Bańka była zawieszona na łańcuchu.Bywało,po deszczach,że taką bańkę 20to litrową unosił gwałtownie prąd wezbranej wody gdzieś na drugi koniec wsi.
Za to w upalne lato,kiedy wracało się ,jakbyśmy to teraz modnie powiedzieli-lunch,lodowate mleko i chlebek z dźemem np.poziomkowym,był czymś fantastycznym.Choć było dużo cieżej,jakoś weselej i gromadniej się żyło.
Ech,wspomnienia...jak zawsze piękne i bez skazy!